Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2014

Pilny apel: Uwaga na piątą kolumnę Kremla w Polsce!

Normalnie na tym blogu piszę tylko o sprawach kościelnych, ale tym razem ze względu na ważność kwestii muszę poruszyć aktualny temat polityczny: nagłą nagonkę polskich środowisk nacjonalistycznych i prokremlowskich na Ukraińców walczących o własne życie, wolność i godność z Berkutem i rosyjskimi oddziałami zawodowych morderców, przebranymi dla niepoznaki w ukraińskie mundury. Nagonka ta odbywa się od kilku dni na Facebooku i forach internetowych, a obecnie jest podkręcana przez „Rzeczpospolitą”. Nie podaję linku ani tytułu, by nie propagować sprzecznej z polską racją stanu, gadzinowej propagandy.

Na Ukrainie bywam regularnie, znam mnóstwo ludzi, uczestniczę w życiu tego kraju i wydaje mi się, że nieco go znam. Nie widziałam w ostatnich tygodniach jeszcze ani jednej analizy zrobionej przez dziennikarzy polskich, która by nie zdradzała, że autor niezbyt się w sprawach ukraińskich orientuje, powtarza cudze opinie i powiela znane klisze.
Trzeba zignorować dziennikarzy, którzy pojechali na Ukrainę dla eventu i szukają sensacji. I nie wolno zapominać, że „Rzeczpospolita” należy do biznesmena związanego z władzą, która liże tyłek Putinowi i Merkel jak targowiczanie. Takie teksty nie pojawiają się bez powodu, temat został wyciągnięty przez bardzo różne, acz określone środowiska jednego dnia, akurat w tym samym momencie, gdy w świat wydostały się informacje o ofiarach śmiertelnych w Kijowie i masakrach dokonywanych przez Berkut. Chwilę wcześniej odbyła się próba prowokacji mającej sprowokować oskarżenie demonstrantów o antysemityzm. Przypadek? Ja jestem historykiem... I dziennikarzem; wiem, jak wyszukać klienta, żeby zrobić wywiad pod określoną tezę, i jak go podprowadzić.

Oczywiście, ludzie, którzy myślą tak jak człowiek, który udzielił „Rzeczpospolitej” wywiadu, zdarzają się na Ukrainie, podobnie jak w Polsce natychmiast znaleźli się nacjonaliści, którzy rzucili hasło rozbioru Ukrainy między Polskę i Rosję, korzystając z obecnej sytuacji. Wart Pac pałaca, małpy z brzytwą znajdą się w każdym narodzie, podobnie jak polieznyje idioty. Trzeba rozumieć kilka rzeczy:
Po pierwsze, dla tożsamości historycznej Ukraińców UPA pełni mniej więcej taką rolę jak dla nas Armia Krajowa. Dla nich to są ludzie, którzy w obronie Ukrainy walczyli zbrojnie z komunistami. Duża część nie wie w ogóle o zbrodniach na Polakach, a ci, co nawet wiedzą, że coś takiego było, nie mają pojęcia o ich skali. To jest dopiero lekcja historii do odrobienia. I trzeba to w końcu zrobić, Ukraińcy muszą się o swoich szkieletach w szafie dowiedzieć i przepracować sprawę w zgodny z Ewangelią sposób, ale czas i okazja na to będzie tylko pod warunkiem, że nie zostaną zatłuczeni rosyjskim knutem.
Po drugie, zagrożenie i poczucie beznadziei wpycha ludzi w skrajności. Ukraińcy to naród, którego świadomość obywatelska dopiero powstaje. U nas 30% głosowało na Tymińskiego, a Lepper utrzymywał się w sejmie bardzo długo. Obecna sytuacja spowodowała powstanie wspólnego frontu wszystkich sił antykomunistycznych, niezależnie od pozostałych poglądów.
Po trzecie, nacjonaliści istnieją, owszem, na Ukrainie (gdzieniegdzie są nawet dość mocno widoczni), ale we Lwowie i na Wołyniu, a nie w Kijowie i na Wschodzie.
Po czwarte, tam giną ludzie. Nie mają dostępu do szpitali i środków medycznych. I najpierw trzeba pomagać. To jest kwestia humanitaryzmu; nie zależy od poglądów i wiedzy ofiar.
Po piąte, partia Swoboda jest przez większość Ukraińców poza Hałyczyną i Wołyniem równie pogardzana i nielubiana jak u nas nacjonalistyczne skrzydło ruchu narodowego (i słusznie).
Po szóste, niedopuszczenie do całkowitego podporządkowania sobie Ukrainy przez Rosję to dla Polski po prostu racja stanu. Tylko niezależna od Rosji (a właściwie kremlowskiego imperializmu, nie mylmy Kremla z narodem rosyjskim) Ukraina jest jakimś zabezpieczeniem, że Rosja, w której odradza się imperium — ja to śledzę — nie wróci tak prędko nad Wisłę. Zwłaszcza że nasi politycy są równie umiejętni, uczciwi, humanitarni i kochający dobro swojego kraju jak Partia Regionów.

W obecnej żałosnej sytuacji na styku spraw polsko-rosyjsko-ukraińsko-litewskich najbardziej żałosny wydaje mi się niedowład umysłowy polskich środowisk narodowo-katolickich (czy jakkolwiek to można nazwać, bo żaden desygnat nie opisuje prawdy, a jest tylko etykietką), które mają za złe Rosjanom, Ukraińcom i Litwinom dokładnie to samo postępowanie i poglądy w stosunku do Polaków, które to owe właśnie polskie środowiska propagują jako jedynie słuszne wobec ww. Rosjan, Ukraińców i Litwinów. UPA to zbrodniarze, NSZ bohaterowie (podczas gdy jedni i drudzy raz byli zbrodniarzami, a raz bohaterami). Rosja jest antypolska, jeśli broni swej racji stanu przed Polską, ale Polska powinna bronić swej racji stanu przed Rosją. Litwini to zbrodniarze, kiedy likwidują polskie nazwy ulic i nie pozwalają stosować polskiej pisowni w paszportach, ale w Polsce nie powinno być dwujęzycznych nazw miejscowości, a ten, kto o to prosi, to zdrajca. I tak dalej. A to wszystko jest dodatkowo podszyte głęboką niewiedzą historyczną i brakiem podstawowych umiejętności analizy historycznej. Tuwim był geniuszem, gdy pisał w wierszu „Straszni mieszczanie”, że straszni mieszczanie wszystko widzą oddzielnie. Naprawdę jestem zdania, że nacjonalizm (w odróżnieniu od patriotyzmu) jest aberracją wynikającą z niedokształcenia i pewnych problemów psychologicznych. W każdym narodzie. A kolor flag i konkretne nazwiska bohaterów i wrogów są zupełnie przypadkowe, zależne od faktu, gdzie akurat dany egzemplarz się urodził.

Dziś w nocy w Fastowie koło Kijowa (taki ukraiński odpowiednik Żyrardowa albo Koluszek), do którego jeżdżę regularnie, bo mieszkają tam moi przyjaciele, poleciał z cokołu na centralnym placu miasta pomnik Lenina. Prawie sto lat temu, 1 grudnia 1918 r., na dworcu w Fastowie przedstawiciele Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej i Ukraińskiej Republiki Ludowej podpisali umowę o połączeniu. W naiwnych intencjach sygnatariuszy miała ona umożliwić niepodległość Ukrainy, ale w rzeczywistości pogrzebała szanse na stworzenie z Polską wspólnego frontu antysowieckiego i skuteczną obronę przed bolszewikami. Owoce nadeszły bardzo szybko. Kilkanaście miesięcy później nawała bolszewicka atakowała Warszawę, na fastowszczyźnie zaś w ciągu następnych kilku lat kościoły i cerkwie pozamykano, chrześcijanie wylądowali w łagrach lub zostali rozstrzelani, a cały region wyludnił się, wymordowany wielkim głodem świadomie wywołanym przez bolszewickich zbrodniarzy. Wymarła wtedy także większość fastowskich Polaków (w Fastowie przed rewolucją istniała duża kolonia polska). Dzisiaj fastowianie wciąż usiłują pozbierać się po wielkiej traumie, wyjść z posowieckiej nędzy i odnaleźć na powrót Boga.
W lokalnym muzeum regionalnym, owszem, oprócz innych eksponatów znajduje się mała wystawa poświęcona lokalnemu UPA-owcowi. Człowiek ten walczył jako partyzant z komunistami jeszcze po wojnie, podobnie jak nasi żołnierze niezłomni, w końcu został schwytany i przesiedział wiele lat w łagrze. Pani oprowadzająca mnie usiłowała ominąć ten fragment ekspozycji, a gdy uparłam się go obejrzeć, była bardzo zawstydzona. Tłumaczyła, że to bardzo skomplikowane i jej jest przykro przed Polakami, ale dla nich na fastowszczyźnie UPA to lokalne oddziały samoobrony, które broniły ludu przed bolszewickimi bojówkami... Nigdy, ale to nigdy (z wyjątkiem jednej sytuacji we Lwowie) nie doznałam na Ukrainie żadnej przykrości w związku z tym, że jestem Polką. Odwrotnie, zawsze witają mnie tam otwarte serca i domy. I nigdy w żadnym kraju nie usłyszałam tylu dobrych słów na temat Polski.