Dzisiaj mój kolega z uczelni, Bawer Aondo-Akaa, wstąpił w związek małżeński. Fakt ten, sam w sobie powtarzalny w milionach egzemplarzy, w przypadku Bawera jest warty opisania na moim blogu, bo Bawer jest człowiekiem niezwykłym.
Jest kimś takim jak Nick Vujicič — wydawałoby się, że bez żadnych szans już na starcie, a jednak prowadzącym aktywne i wartościowe życie oraz szczodrze rozdającym innym ludziom radość, nadzieję, siłę i sens życia.
Jest pół-Murzynem, co już samo w sobie jest w naszym kraju utrudnieniem, i człowiekiem niemal zupełnie sparaliżowanym. Jeździ na wózku, który ktoś inny musi popychać, i mówi bardzo niewyraźnie. Mimo to skończył studia magisterskie z teologii, obecnie kontynuuje studia doktoranckie, pisze artykuły, udziela wywiadów, działa społecznie, startował w ostatnich wyborach parlamentarnych jako kandydat na posła, jest duszą towarzystwa (słynął z urządzania w akademiku atrakcyjnych imprez), znalazł wspaniałą dziewczynę, a dzisiaj się z nią ożenił.
Ja poznałam Bawera kilka lat temu, na zajęciach u ojca Jarka Kupczaka OP. Ojciec Jarek wprowadza zawsze na swoich wykładach elementy dyskusji, pozwala wypowiadać się studentom, ale jednocześnie bezwzględnie przerywa, gdy ktoś mówi nieinteresująco, nie na temat albo po prostu za długo. Moją uwagę przykuło to, że Bawerowi ojciec nigdy nie przerywa, choć zrozumienie tego, co mówi, i dojechanie do końca jego wypowiedzi naprawdę wymaga czasem cierpliwości. Kiedy ktoś z trudem i niewyraźnie mówi, w naturalny sposób zakładamy, że ta osoba jest upośledzona umysłowo lub przynajmniej opóźniona. Tymczasem w przypadku Bawera szybko się okazało, że jest człowiekiem wybitnie inteligentnym i o wielkiej wiedzy. To, co mówi, zawsze wyrasta ponad poziom innych studentów, i po prostu warto uzbroić się w cierpliwość, aby wysłuchać go do końca. Nigdy nie zapomnę, jak na wykładzie ojca Jarka nt. feminizmu Bawer jedną celną wypowiedział rozprawił się z postulatami „katolickich” feministek, żądających święceń kapłańskich, bo zakaz wyświęcania kobiet stawia je rzekomo na gorszej pozycji w Kościele i jest brakiem równouprawnienia. A Bawer na to: „Ja jestem osobą niepełnosprawną i nie mogę dostać prawa jazdy, bo nie jestem w stanie prowadzić samochodu. Zrobiłbym krzywdę i sobie, i innym. I nie jest to żadne traktowanie mnie jako gorszego. Po prostu takie są moje ograniczenia i trzeba umieć to uznać! Na tym polega mądrość!”
Bawer stał się sławny na cały kraj po pierwszym Marszu Niepodległości w 2011 r., kiedy to media reżimowe: „Gazeta Wyborcza”, TVN itd., a także lewacy z „Krytyki Politycznej” itp. środowisk usiłowali przedstawić Marsz jako faszystowski i antymniejszościowy, a niemieckich bojówkarzy z Antify jako miłujących wolność obrońców demokracji. Pamiętamy hasło tęczowej kontrdemonstracji homoseksualistów: „Faszyzm nie przejdzie!” Cała ta kłamliwa narracja została obalona jednym zdjęciem, które jak piorun (to właśnie oznacza imię Bawer) rozeszło się po forach internetowych: w pierwszym rzędzie Marszu, pod transparentami i biało-czerwonymi flagami, ciemnoskóry Bawer na swym inwalidzkim wózku, w biało-czerwonym szaliku z polskim orłem. Natychmiast ktoś wpuścił do sieci mema ze zbliżeniem Bawera i przeróbką tamtego hasła: „Faszyzm nie przeszedł, on przejechał!” Zamieszczam je poniżej.
Nigdy nie byłam na ślubie, na którym cała atmosfera byłaby tak przesiąknięta wiarą i gdzie nowożeńcy tak poważnie traktowaliby wszystkie wypowiadane słowa, starannie i powoli je wypowiadając. Nie mam wątpliwości, że to będzie bardzo dobre i szczęśliwe małżeństwo.
Ślubu udzielał Maciek Okoński OP, stryjeczny wnuk pani Marii Okońskiej, współpracownicy kardynała Wyszyńskiego. Koncelebrował inny kapłan, wujek panny młodej, przyszło mnóstwo ludzi, skrzyknęliśmy też liczną scholę. A życzenia dla nowożeńców przekazał i udzielił im papieskiego błogosławieństwa sam papież Franciszek! Kuria watykańska wysłała w tej sprawie specjalny list!
Podaję dwa linki do wywiadów z Bawerem, żebyście mogli się przekonać, kim jest:
Radości i smutki ciemnoskórego Polaka
Miłość przedniejsza niż wino
Sto lat młodej parze!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kupczak OP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kupczak OP. Pokaż wszystkie posty
sobota, 26 października 2013
czwartek, 23 maja 2013
Uwaga! Dobry pies!
Źródło: www.krakow.dominikanie.pl
Przedwczoraj obchodziliśmy dwudziestą piątą rocznicę święceń kapłańskich ojca Jakuba Kruczka, wieloletniego przeora krakowskiego, jarosławskiego i poznańskiego, obecnie magistra braci studentów, świetnego przełożonego, wytrawnego spowiednika, mądrego, świętego i pobożnego kapłana, właściciela najpiękniejszego uśmiechu na świecie oraz ciepłego, inteligentnego i subtelnego poczucia humoru.
Ojciec Jarosław Kupczak powiedział na kazaniu podczas mszy jubileuszowej, że ojciec Jakub wyrządził mu krzywdę; od czasu bowiem, gdy mu podlegał jako przełożonemu, każdego przeora wciąż porównuje do niego. Szczerze mówiąc, podsumował w ten sposób bardzo wielu ludzi łącznie ze mną, a nawet obecnym przeorem, który uczciwie wyznał, a nie zaprzeczył, że czyni to samo :) Myślę, że jeszcze przez kilkadziesiąt lat każdy kolejny przeor krakowski będzie miał przechlapane — wszystko, cokolwiek zrobi, będzie nadal porównywane do ojca Jakuba...
Ponieważ bez osobistego poznania ojca Jakuba i tak nie da się zrozumieć jego fenomenu, więcej opisów nie będzie. Będzie za to historyjka z cyklu „kwiatków dominikańskich”. Wyciekła zza klauzury za sprawą ludzi Chloe.
Było to osiem czy dziesięć lat temu, kiedy jeszcze odpust Świętej Trójcy był w krakowskim klasztorze obchodzony tak, jak odpusty obchodzić należy — czyli z wieloma imprezami charakteru nie tylko liturgicznego. Między innymi w ogrodzie klasztornym, otwieranym tego dnia dla wiernych, na boisku do siatkówki (które dziś już zarosło chwastami) odbywał się tradycyjny mecz między dominikanami a przedstawicielami krakowskiej palestry; dominikanie zaś go równie tradycyjnie wygrywali (w znacznej mierze za sprawą ojca profesora Kupczaka, który w młodości zawodowo trenował siatkówkę). Działy się też inne ciekawe rzeczy, tak że przez klasztor, łącznie z ogrodem, cały dzień przewalały się tłumy ludzi. Wieczorem, kiedy już udało się pozbyć z klasztoru całego laikatu, zmęczeni ojcowie siedzieli na salce rekreacyjnej i próbowali powrócić do życia, jak rodzice po hucznym kinderbalu swoich pociech. Niektórzy dzielili się wrażeniami. Tymczasem ojciec Jakub, który był wtedy przeorem, milczał, myślał, myślał... W końcu nachylił się do subprzeora i powiedział: „Zauważyłem, że żeńskie życie zakonne nie jest interesujące ani dla mężczyzn, ani dla kobiet... Męskie życie zakonne nie jest interesujące dla mężczyzn... ale jest za to bardzo interesujące dla kobiet!”
Ps. Tajemnicę fenomenu ojca Jakuba wyjaśnił jednak mimowolnie sam jubilat, prosząc podczas wtorkowej mszy: „Módlmy się także za mnie, abym bardziej kochał Boga i JESZCZE bardziej kochał ludzi, do których jestem posłany”...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

