Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwody. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 października 2014

Ważne stwierdzenia abp. Pozzo nt. dokumentów Soboru Watykańskiego II

Arcybiskup Guido Pozzo, sekretarz Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, udzielił poważnemu francuskiemu tygodnikowi „Famille Chrétienne” wywiadu, w którym zawarł ważne uwagi nt. różnej wagi poszczególnych dokumentów Soboru Watykańskiego II. Co jeszcze istotniejsze, informacje te podał serwis oficjalnej rozgłośni radiowej Watykanu. Generalnie w tym, co mówi abp Pozzo, nie ma nic odkrywczego; ważne znaczenie ma natomiast to, że wykładnia ta pada z ust wysokiego przedstawiciela Stolicy Apostolskiej. Budzi to nadzieję nie tylko na ostateczne uporządkowanie statusu kanonicznego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (lefebrystów), lecz także na zapewnienie jakichś „miejsc ucieczki” dla wiernych trwających przy prawdziwej doktrynie katolickiej po — obawiam się — nieuniknionej zmianie nauczania moralnego Kościoła przez przyszłoroczny synod biskupów.
(Niemcy nie po raz pierwszy wprowadzają herezję do Kościoła i sądzę, że tym razem, w warunkach narastającego chaosu w polityce informacyjnej i wizerunkowej Kościoła, jaki wybuchnął wraz z obecnym pontyfikatem, znowu odniosą sukces; dopiero potem, za kilkadziesiąt lat, Kościół będzie płakał nad rozlanym mlekiem. Nie wątpię też, że wraz z tym zwycięstwem rozpoczną się miękkie lub mniej miękkie prześladowania wiernych katolików; podobne zjawiska, i szerzej cały sposób postępowania frakcji reformatorskiej — czy mówiąc wprost, modernistycznej, miały już miejsce choćby przy wprowadzaniu Novus Ordo Missae w końcu lat 6o. XX wieku).
W oczekiwaniu na ten prawdopodobny w mojej ocenie rozwój wypadków tym ważniejsze staje się uporządkowanie sytuacji eklezjalnej, okrzepnięcie wewnętrzne oraz wzmocnienie jedności wszystkich środowisk, które bronią ortodoksyjnego nauczania Kościoła katolickiego, chronionego przez jego Tradycję — nawet jeśli są między nimi różnice poglądów co do innych zagadnień.
Wypowiedzi arcybiskupa Pozzo wspierają też pracę nad oczyszczeniem powszechnego odbioru dokumentów Soboru Watykańskiego z fałszywych interpretacji narzuconych przez, działających od 50 lat w równie hucpiarski sposób jak obecnie kard. Kasper i spółka, wyznawców tzw. Ducha Soboru. Odkłamanie nauczania ostatniego soboru to najpilniejsze dzisiaj zadanie dla wszystkich ortodoksyjnych katolików. Jest to konieczne, aby uchronić Kościół katolicki przed kolejnym nieszczęściem takim jak rewolucja protestancka, i to podobnych rozmiarów.
Moderniści są jak agresywne imperium w rodzaju rosyjskiego czy prusko-hitlerowskiego; będą jak walec parli do przodu aż do chwili, gdy zostaną zatrzymani. (Inna paralela to świetnie znana z teorii rewolucji zasada ruchomego horyzontu). Im szybciej się to uda zrobić, tym mniej będzie ofiar. A teraz chodzi już nie o księgi, śpiewy i zwyczaje liturgiczne, choćby najświętsze i najpiękniejsze, lecz o zagrożone życie tych najbardziej bezbronnych, dzieci — cierpiących z powodu rozbicia rodzin i utraty rodziców oraz oddawanych homoseksualistom na zabawki seksualne pod pozorem adopcji (żadna tajemnica, są już badania psychologów amerykańskich).
Abp Pozzo zaznaczył jednak, że przezwyciężenie trudności o charakterze doktrynalnym nie oznacza, że Bractwo musi się wycofać ze swych zastrzeżeń czy poglądów na temat niektórych aspektów, które nie dotyczą wiary, lecz zagadnień duszpasterskich lub niedefinitywnego nauczania Magisterium. W ramach tego, co nie podlega negocjacji wymienił Professio fidei — wyznanie wiary oraz uznanie zasady, że jedynie Magisterium Kościoła została powierzona władza autentycznej interpretacji Słowa Bożego. Jest to doktryna katolicka przypomniana przez Sobór Watykański II, ale nauczana już przez Piusa XII w encyklice Humani generis. W konsekwencji, choć istnieją różne stopnie władzy i posłuszeństwa wiernych jego nauczaniu, niczego nie można stawiać ponad Magisterium.

Abp Pozzo wyraził nadzieję, że na tak określonych warunkach doktrynalnych uda się ustalić punkty wspólne i dojść do porozumienia. Stolica Apostolska pozostawia bowiem pole do refleksji nad zastrzeżeniami do pewnych aspektów i sformułowań dokumentów soborowych, a także do niektórych posoborowych reform, które nie dotyczą kwestii dogmatycznych i nie podlegających dyskusji.

Watykański hierarcha potwierdził też, że dokumenty Vaticanum II w różnym stopniu angażują władzę Kościoła i w konsekwencji w różnym stopniu są wiążące dla wiernych. Na przykład konstytucje Lumen gentium o Kościele i Dei Verbum o Objawieniu Bożym mają charakter deklaracji doktrynalnej, choć nie zawierają definicji dogmatycznej. Natomiast deklaracje o wolności religijnej i religiach niechrześcijańskich, a także dekret o ekumenizmie mają inny i mniej wiążący charakter — zaznaczył sekretarz papieskiej komisji.

Cała informacja: Stolica Apostolska nie chce od lefebrystów kapitulacji
(tytuł, rodem z tabloidu, oryginalny)

piątek, 17 października 2014

Książę tego świata chce mnie porwać

Na większą cześć i chwałę Pana Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego, a nam na pożytek nasz zbawienny czyta nam dzisiaj Kościół Święty, Matka nasza:

Z dzisiejszej godziny czytań, Księga proroka Malachiasza, cytat nr 1:
„Syn powinien czcić ojca, a sługa swego pana. Lecz skoro Ja jestem Ojcem, gdzież jest cześć moja, a skoro Ja jestem Panem, gdzie szacunek dla Mnie? To mówi Pan Zastępów do was, o kapłani: Lekceważycie imię moje, a jednak pytacie: Czym to okazaliśmy lekceważenie Twemu imieniu? Oto przynosicie na mój ołtarz potrawy skażone, a pytacie: Czym go skaziliśmy? Tym, że przynosząc je, niejako powiadacie: Oto stół Pański jest w pogardzie! Gdy bowiem przynosicie ślepe zwierzę na ofiarę, czyż nie jest to rzeczą złą? Albo gdy przynosicie chrome i chore, czyż to nic złego? Ofiarujże to twemu namiestnikowi! — Czy będzie mu miłe i czy życzliwie cię przyjmie? — mówi Pan Zastępów... Wy zaś bezcześcicie je [moje imię], mówiąc: Stół Pański jest splugawiony, bo składane na nim ofiary są miernej wartości. Powiadacie też: Cóż to za umęczenie! — I tak pogardzacie nim, mówi Pan Zastępów, a przynosicie zwierzę skażone: chrome i chore — i składacie na ofiarę. Czy mam to przyjąć z upodobaniem z ręki waszej? — pyta Pan. Dlatego niech będzie przeklęty oszust, który mając w swej trzodzie samca, ślubuje złożyć go na ofiarę, a potem składa Panu zwierzę skażone; gdyż Ja jestem potężnym Królem, a imię moje będzie wzbudzać lęk między narodami”.

Dzisiaj zamiast chorych i ślepych zwierząt są plastikowe rury zamiast świec oraz nylonowe firanki zamiast ornatów i bielizny ołtarzowej. Ciekawe, czy wtedy też kapłani powoływali się na obłudne judaszowe argumenty, że tak jest taniej, a pieniądze zaoszczędzone na kulcie Bożym można przekazać na biednych. (BTW, czy ktoś z was słyszał o kościele, w którym różnice między kosztem prawdziwych świec i diesli są naprawdę przekazywane na biednych?)

Cytat nr 2, ze specjalną dedykacją dla ojców z synodu biskupów ds. (rozbijania) rodziny (niepotrzebne skreślić):
„Sprawiliście też, że łzami, płaczem i jękami okryto ołtarz Pana, tak że On więcej nie popatrzy na dar ani nie przyjmie z ręki waszej ofiary, której by pragnął. A wy się pytacie: Dlaczegóż to tak? Dlatego że Pan był świadkiem pomiędzy tobą a żoną twojej młodości, którą przeniewierczo opuściłeś! Ona była twoją towarzyszką i żoną twojego przymierza. [...] Strzeżcie się więc w duchu waszym: wobec żony młodości twojej nie postępuj zdradliwie! Jeśli kto nienawidząc oddalił żonę swoją - mówi Pan, Bóg Izraela — wtedy gwałt pokrywał swoją szatą. Mówi Pan Zastępów: Strzeżcie się więc w duchu waszym i nie postępujcie zdradliwie!”

Po Malachiaszu poprawia święty męczennik, biskup Ignacy Antiocheński, jeden z tzw. ojców apostolskich:
„Książę tego świata chce mnie porwać i przeszkodzić memu dążeniu do Boga. Niechaj go nikt z was nie wspomaga. Bądźcie raczej po mojej stronie, to jest po stronie Boga. Nie rozprawiajcie o Jezusie Chrystusie, gdy równocześnie pragniecie świata”.

Ci panowie zrobili mi dzień.
I jeszcze święta Ewangelia:
„Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!”

Wypisz, wymaluj, komentarz do ostatnich poczynań kardynała Kaspera i spółki (zarówno sprawy wywiadu ze słowami nt. afrykańskich hierarchów, jak i prób ukrycia, że większość ojców synodalnych miała inne zdanie niż oni). Doprawdy, nie mogę się oprzeć zachwytowi, jak Duch Święty dobiera czytania w imieniu Kościoła.

A na koniec w ramach ogłoszeń duszpasterskich kącik humoru, z ostatniej chwili (źródło: Katolickie memy):



piątek, 4 maja 2012

Nie widzę dla siebie miejsca w kościele

Jak moi znajomi wiedzą, przeprowadzam obecnie ankietę badającą religijność dorosłych dzieci alkoholików. (Jest mi ona potrzebna do pracy doktorskiej; przy okazji proszę o rozpowszechnianie mojej prośby wśród krewnych-i-znajomych-królika; kontakt do mnie znajduje się na blogu). Jako osoba zajmująca się rodziną alkoholową i znająca te klimaty także z autopsji, jestem przyzwyczajona do mocnych rzeczy i wiele trzeba, żeby mnie wytrącić z równowagi; podobnie mają dziennikarze śledczy, policjanci jeżdżący na wypadki i tak dalej. Wczoraj jednak dostałam ankietę, która mnie zmroziła.
Osoba ankietowana wierzy w Boga i jest raczej religijna. Korzysta z różnych propozycji Kościoła dla ludzi poszukujących uzdrowienia wewnętrznego, ocenia, że jej stan się dzięki nim poprawił, i chciałaby otrzymywać jeszcze większą pomoc. Lecz kiedy pojawia się pytanie: „Jak odbierasz swoje miejsce w Kościele jako społeczności wiernych?”, pisze: „Jako osoba orientacji homoseksualnej nie widzę dla siebie miejsca w kościele”.
Nie postrzegam homoseksualizmu jako normalnej orientacji seksualnej, równorzędnej heteroseksualizmowi. Podoba mi się wyważone nauczanie Kościoła, że podczas gdy czynne relacje homoseksualne są grzechem — podobnie zresztą jak heteroseksualne poza małżeństwem sakramentalnym — sama orientacja homoseksualna grzechem nie jest. Na podstawie tego, co wiem o homoseksualistach znanych mi osobiście czy z mediów, takich jak pan poseł Robert Biedroń, doszłam do przekonania, że homoseksualizm z reguły rozwija się wtórnie jako skutek padnięcia ofiarą jakiejś krzywdy: skrajnie zaburzonych relacji w domu rodzinnym, ciężkiej przemocy, wykorzystania seksualnego, gwałtu. Jest objawem świadczącym, że ktoś przeżył traumę, która go wykoślawiła. A cała reszta jest skutkiem, wołaniem o pomoc — nawet zachowania, które odbieramy jako agresywne wobec nas czy naruszające nasze wartości.
Do uleczenia zranionej sfery seksualnej konieczne jest całościowe uzdrowienie człowieka we wszystkich wymiarach: somatycznym, psychicznym i duchowym. Może się ono udać tylko pod warunkiem dostarczenia takiej osobie olbrzymiej ilości nie uwarunkowanej akceptacji i mądrej (!) miłości, a w każdym wypadku zajmuje wiele lat.
Moja matka była rozwódką i zawarła drugie małżeństwo cywilne, które również się rozpadło; bardzo smutna historia jej życia, będąca tylko elementem wielopokoleniowej dysfunkcji naszej rodziny, była w większej mierze skutkiem czynników i nacisków zewnętrznych, które wpływały na nią od najwcześniejszego dzieciństwa, niż efektem jej własnych, wolnie podjętych decyzji. Przez całe moje życie nie pamiętam, aby choć raz przestąpiła próg kościoła, z wyjątkiem zabierania mnie i mojego rodzeństwa do ruchomej szopki u kapucynów na Miodowej i odwiedzania grobów Pańskich (ale tylko w godzinach, kiedy można było oczekiwać, że w kościele nie będzie ludzi). Kiedy po nawróceniu się namawiałam ją, by poszła za mną na mszę czy nabożeństwo, zawsze odpowiadała z goryczą: „Kościół mnie wyrzucił; dla takich jak ja nie ma w nim miejsca”. Była przekonana, że jest ekskomunikowana, i to nieodwołalnie.
Niech Bóg strzeże każdego z nas przed przedstawianiem wymagań moralnych chrześcijaństwa w taki sposób, aby choć jeden człowiek poczuł się z naszego powodu przez Kościół ODRZUCONY. Aby doszedł do przekonania, że po tym, co zrobił, w Kościele — a jeszcze gorzej, u Boga, bo takich ludzi też znam — nie ma dla niego miejsca. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi.