środa, 4 czerwca 2014

Krótki kurs dyplomatyki

Dzisiaj w zakonie dominikańskim obchodzimy wspomnienie św. Piotra Męczennika (św. Piotra z Werony), pierwszego kanonizowanego dominikanina.
W bulli kanonizacyjnej (1253 r.) papież Innocenty IV napisał:
„Matka Kościół ma doniosły powód, by się weselić, wspaniała jest przyczyna jej radości. Słuszny ma motyw, by śpiewać Panu pieśń nową i wznosić hymn pochwalny ku Bogu swojemu. Lud katolicki klaszcze w dłonie, wznosząc je ku Najwyższemu, i okazuje radość ducha, śpiewając Bogu dźwięcznym głosem. Wspólnota chrześcijańska wyśpiewuje swemu Stwórcy nabożne pieśni. W ogrodzie wiary zerwano bowiem słodki owoc i zaniesiono na stół Króla wieków. Z winnicy Kościoła nowe wino spłynęło do królewskiego kielicha. Albowiem płodna latorośl, odcięta wrogim ostrzem, więcej soku wydała, gdyż mocniej przylgnęła do prawdziwego winnego krzewu.
W ogrodzie Zakonu Kaznodziejskiego zakwitła czerwona róża. W warsztacie Kościoła wybrany został kamień; ociosany i wygładzony zdobi teraz niebiańską świątynię. Ogromne stąd w niebie wesele, radują się wszyscy święci, obchodząc tak wielką uroczystość. [...]
Wsławił się zwłaszcza obroną wiary, dla której cały płonął. Piotr, trwając mocno na skale wiary, roztrzaskany o skałę męczeństwa, wstąpił więc godnie na skałę, którą jest Chrystus, aby przyjąć wieniec. [...]
Zatem ziarno zboża, wpadłszy w ziemię, zgniecione rękami niewiernych i umarłe, powstaje do nowego życia jako dojrzały kłos. Winne grono wyciśnięte w tłoczni rozlewa się w obfitości, a pszenicę wymłóconą na klepisku przenoszą do spichlerza Pańskiego, oddzieliwszy ją od plew. Podobnie kadzidło ugniecione w moździerzu wydaje pełniejszą woń. W ten sposób królestwo niebieskie zdobywają gwałtownicy, a święci przez wiarę zdobywają królestwo Boże”.
Gdyby dzisiaj nadal takim językiem pisano oficjalne dokumenty kościelne, to bym je czytała.

środa, 26 marca 2014

„Ratunek od szarpaniny mózgów i nerwów”. Kardynał Wyszyński o śpiewie gregoriańskim

„Jest tu otwarte wielkie zagadnienie, które trafnie postawił Ojciec św. Pius XII w jednej ze swoich encyklik, poświęconej śpiewowi kościelnemu. Jak wiele przejawów współczesnej sztuki, tak też muzyka i śpiew współczesny przeżywają jakąś mękę, szarpaninę i niepokój. Rzecz znamienna: człowiek dzisiejszy poddaje się tej szarpaninie, szuka w niej nadziei i uspokojenia, ale nie znajduje. Bo gdy do szarpaniny mózgów i nerwów dołączy się jeszcze szarpanina nieskoordynowanych tonów i melodii, które ranią i kolą, to wówczas szaleństwo może ogarnąć ludzi i świat. Ktoś musi to wszystko uspokoić, uciszyć.

WYCHOWAWCZE I SPOŁECZNE ZNACZENIE ŚPIEWU GREGORIAŃSKIEGO


Kościół święty ma wspaniałe narzędzia uspokajania serc ludzkich. Jest nim śpiew gregoriański. W ciągu kilku dni waszej pielgrzymki poświęciliście mu uwagę, ćwiczenia i prelekcje. Ma on w sobie szczególną doniosłość i dostojną powagę spokojnego Kościoła. Ma przedziwną dojrzałość wieków i jakieś wielkie zamodlenie. Dzięki temu uczy nas modlitwy, przywraca umiejętność skupienia, skoncentrowania i skierowania zbolałej duszy ku Bogu. Śpiew gregoriański jest wybitnie wychowawczy, społeczny i uspokajający. Wnosi pokój do serc i do życia społecznego.
Dlatego też często osobiście zachęcaliśmy rzesze organistów i chórmistrzów, ażeby we wspaniałej gamie wszelkich możliwości śpiewnych różnych stylów, wyrobili miejsce dla śpiewu gregoriańskiego.
Ojciec święty ma głębokie zrozumienie dla śpiewu polifonicznego, narodowego i ludowego. Zresztą Kościół święty zawsze i wszędzie, a szczególnie w Ojczyźnie naszej, pielęgnował śpiew ludowy w świątyniach, świadczą o tym Godzinki i Gorzkie żale, nasze kolędy i śpiewy okresów liturgicznych. Ale obok tych wybitnie doniosłych wartości wychowawczych i modlitewnych, szczególne znaczenie ma dzisiaj, właśnie ze względów wychowawczych i społecznych, niosący pokój śpiew gregoriański.
Dlatego zachęcaliśmy Was, Najmilsi (i nie przestajemy nadal zachęcać), do pielęgnowania go. Radujemy się, że wielu z Was mogło poświęcić tych kilka dni na szczególne kultywowanie śpiewu gregoriańskiego.
Jeszcze jedną uwagę chciałbym Wam dorzucić: pamiętajcie, że śpiew gregoriański, to jest artyzm duszy, to jest, że się tak wyrażę, kwiat duszy, jakiś szczyt usposobienia duchowego i modlitewnego. Wyrósł on z modlitwy i ze znajomości ducha Kościoła. Dlatego trzeba go pielęgnować w jego wspaniałej, złotej oprawie liturgii Kościoła św. Bez znajomości liturgii i ducha roku kościelnego nie uda się Wam dobrze wykonać śpiewu gregoriańskiego. Wymaga on dużej kultury osobistej i modlitewnej, zmysłu teologicznego, a przede wszystkim, jak już powiedziałem, rzetelnej i gruntownej znajomości liturgii Kościoła.
Gdybyście chcieli zinterpretować tylko jeden werset psalmu, zobaczylibyście, że te same słowa inaczej smakują zależnie od tego, na jakie tło liturgiczne je rzucimy. Inaczej będzie brzmiał w uszach ten sam werset w czasie Adwentu, kiedy cały Kościół Boży oczekuje, a inaczej zaśpiewa Ci w duszy, gdy go wykonasz na tle liturgii Bożego Narodzenia, okresu Męki Pańskiej czy zwycięskiej Wielkiej nocy i Zielonych świątek. Jeszcze inaczej zabrzmi w powadze dojrzewających niedziel post Pentecosten. Jest to bardzo znamienne.
Dojrzałość tę możecie wyczerpnąć, łącząc śpiew gregoriański ze znajomością ducha poszczególnych okresów roku liturgicznego. Gdy przystępujecie do głębszego zaznajomienia się ze śpiewem gregoriańskim i gdy ćwiczycie w nim chóry, starajcie się sami dobrze zapoznać z duchem liturgii Kościoła świętego i zadbajcie o to, aby oswoić z nim uczestników chórów. Sami się o to starajcie i proście kapłanów, aby Wam pomogli.
Wtedy wasze apostolstwo śpiewem i muzyką wyda wspaniały owoc. Będziecie uśmierzali nienawistną bestię pełną niepokoju, która się wdziera do duszy dzisiejszego człowieka, pozbawia go snu, szarpie nerwy i zabiera mu ostateczną, nawet najdrobniejszą pewność. Niech na głos śpiewu i melodii waszej muzyki stanie się w sercach ludzkich wielkie uciszenie. Oddacie wówczas olbrzymią przysługę biednym dzieciom, wygnańcom Ewy, na tym łez padole. To jest wasze zaszczytne apostolstwo! Przejmijcie się nim do głębi!

Stefan kard. Wyszyński, Kazanie do Ogólnopolskiej pielgrzymki organistów na Jasną Górę, 25 września 1958 r., w: Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Polski, Uświęcenie pracy zawodowej, Paris 1963, s. 290-292. Kursywa wg oryginału, pogrubienia moje.

Dołączam modlitwę o łaski za sprawą sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego. Może warto za pośrednictwem Prymasa Tysiąclecia prosić o łaskę uwolnienia naszych kościołów, a szczególnie dusz księży, zakonników i zakonnic, którzy wydają decyzje dotyczące liturgii w naszych kościołach, którzy swoim słowem i przykładem formują wiernych i ich duchowy i artystyczny smak, od szarpaniny nieskoordynowanych tonów i melodii, które ranią i kolą, dołączającej się do szarpaniny mózgów i nerwów... od nienawistnej bestii pełną niepokoju, która się wdziera do duszy dzisiejszego człowieka, pozbawia go snu, szarpie nerwy i zabiera mu ostateczną, nawet najdrobniejszą pewność. I mam pomysł nowej akcji: wydawanie certyfikatów „Kościół przyjazny wiernym! Tutaj liturgia wolna od gitar, perkusji, wzmacniaczy i śpiewu estradowego”


MODLITWA O BEATYFIKACJĘ STEFANA KARDYNAŁA WYSZYŃSKIEGO PRYMASA TYSIĄCLECIA


Boże w Trójcy Świętej Jedyny, Ty w swojej niewypowiedzianej dobroci powołujesz ciągle nowych, apostołów, aby przybliżali światu Twoją Miłość. Bądź uwielbiony za to, że dałeś nam opatrznościowego Pasterza Stefana Kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia.
Boże, Źródło wszelkiej świętości, spraw prosimy Cię, aby Kościół zaliczył go do grona swoich świętych. Wejrzyj na jego heroiczną wiarę, całkowite oddanie się Tobie, na jego męstwo wobec przeciwności i prześladowań, które znosił dla imienia Twego. Pomnij, jak bardzo miłował Kościół Twojego Syna, jak wiernie kochał Ojczyznę i każdego człowieka, broniąc jego godności i praw, przebaczając wrogom, zło dobrem zwyciężając.
Otocz chwałą wiernego Sługę Twojego Stefana Kardynała, który wszystko postawił na Maryję i Jej zawierzył bez granic, u Niej szukając pomocy w obronie wiary Chrystusowej i wolności Narodu. Ojcze nieskończenie dobry, uczyń go orędownikiem naszych spraw przed Tobą. Amen.
Pokornie Cię błagam, Boże, udziel mi za wstawiennictwem Stefana Kardynała Wyszyńskiego tej łaski, o którą Cię teraz szczególnie proszę...

Nihil obstat do prywatnego odmawiania
Kuria Metrop. Warszawska 24.06.83 nr 4792/K
Ks. Stefan Piotrowski, wikariusz generalny
Ks. Stanisław Pyzel, notariusz

niedziela, 16 marca 2014

Z motyką na słońce

Ukazał się wreszcie wywiad, który w październiku ub.r. przeprowadziłam z ojcem Dominique-Marie de Saint Laumer, przeorem Bractwa św. Wincentego Ferreriusza. Ojciec Dominik przebywał wówczas z dwoma współbraćmi we Wrocławiu i odprawił Mszę św. solenną w rycie dominikańskim w dniu 300. rocznicy beatyfikacji bł. Czesława, wielkiego cudotwórcy, patrona Wrocławia.
Bracia ferreriusze wywarli na mnie korzystne wrażenie. Celebrowali piękną liturgię, byli bardzo kulturalni, życzliwi i otwarci. Z opowieści ojca Dominika wynikało, że ma wszystko ustawione na właściwym miejscu: to znaczy żyje naprawdę dla oddawania czci Bogu, wokół Boga kręci się całe jego życie i myślenie, całym sercem kocha Kościół, a w obecnej doczesności służy Bogu i ludziom gorliwą pracą kaznodziejską i duszpasterską. Podobnie jest z jego klasztorem: wyciszony, milczący, zachowujący ascezę zakonną, stwarzający warunki do ciągłego przebywania na modlitwie i studium z Bogiem. Bardzo to wszystko zwyczajne i normalne, a jednocześnie bardzo nadzwyczajne i nienormalne.
To, co usłyszałam od ojca Dominika, zweryfikowałam w rozmowach ze znajomymi kapłanami i świeckimi, którzy znają braci od lat, odwiedzali ich klasztor i utrzymują z nimi stały kontakt. Opinie tych osób były tak pozytywne, że początkowo aż wzbudziło to moją nieufność. Usłyszałam też słowa zazdrości i rozczarowania, że braci św. Wincentego nie ma w Polsce i nie można w naszym kraju korzystać z ich posługi duszpasterskiej.
Rzeczywiście, ja również uważam, że obecność ferreriuszy w Polsce byłaby bardzo pożądana. Środowiska katolików konserwatywnych w Polsce rosną szybko, popularne są zwłaszcza wśród młodzieży. O ile dostrzegam, nie chodzi tylko o sam ryt mszalny; w rzeczywistości teologia moralna i ascetyczna ma być może nawet większe znaczenie niż liturgia. Coraz więcej ludzi ma dosyć fajnokatolicyzmu wypranego z zasad i wymagań; coraz więcej z nich pragnie mieć kapłanów o bardziej konserwatywnej i ortodoksyjnie katolickiej formacji. A tych kapłanów brakuje. Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało.
Również środowisko katolików tradycyjnych związanych z zakonem dominikańskim szybko się powiększa i pączkuje na kolejne ośrodki. Ten zakon to nasze miejsce w Kościele, identyfikujemy się z jego duchowością i charyzmatem, ale pragniemy tradycyjnej, klasycznej nauki katolickiej i liturgii w rycie dominikańskim. I Kościół, słowami motu proprio Summorum Pontificum, daje nam do tego prawo. Niestety, obecnie przynajmniej jesteśmy w znacznie gorszej sytuacji niż inni katolicy tradycyjni; przełożeni dominikańscy regularnie odmawiają prośbom wiernych o celebracje Mszy św. w rycie dominikańskim, nawet jednorazowe, mimo że są już w Polsce dominikanie, którzy mogliby w tym rycie celebrować.
Msze takie sprawowane są nie tylko w Stanach, jak zwykle będących awangardą, lecz i za miedzą, w Czechach, a liczba krajów z regularnymi celebracjami rytu dominikańskiego stale rośnie (od niedawna dołączyły Włochy z Wiecznym Miastem). W Polsce niestety jest inaczej, na otwarte serca i kościoły dominikańskie może liczyć wyłącznie przeciwległe skrzydło katolicyzmu — liberalne moralnie i progresywne doktrynalnie (pisałam o tym w poprzednim tekście, „Duszpasterstwo dla Kościoła liberalnego”). Czy jest to wyraz pewnego zacofania Polski, tradycyjnie nie zaznajomionej z nowymi ideami i będącej zawsze o jeden trend do tyłu? Nie wiem.
W najbliższych miesiącach zorganizujemy pielgrzymkę do Chémeré-le-Roi. Taki wypad zwiadowczo-szkoleniowy dla „grona kierowniczego”. Chcę się na własne oczy przekonać o prawdziwości pochwalnych opowieści o ferreriuszach. Jeśli się sprawdzą, zaczniemy braci namawiać do otwarcia fundacji w Polsce. Ojciec Dominik nie mówi nie, tylko potrzebuje polskich kandydatów. Sądzę, że się znajdą; sama znam kilku chłopaków, którzy wstąpili lub chcieli wstąpić do dominikanów w Polsce, ale „zbytnia pobożność”, „konserwatywne poglądy” i zamiłowanie do chorału i łaciny szybko zamknęły im drogę do biało-czarnego habitu. Zachęcam — propagujcie, pytajcie, szukajcie :)
Wiem, że czasy są złe; w kraju naszych sąsiadów trwa rozbiór przez nigdy nie nasyconego imperialistycznego niedźwiedzia, a całemu regionowi, w tym Polsce, grozi wojna (nie daj Bóg!). Ludzie nie mają pracy, żyją w biedzie lub wyjeżdżają z kraju, i w najbliższych latach będzie tylko gorzej. Historia pokazała, że żadna herezja nie spotyka się w Kościele z takimi sprzeciwami, blokadami i otwartą walką, jak starania obserwantów i próby powrotu do pierwotnej gorliwości i czystości charyzmatu. Zważywszy to wszystko, pomysł sprowadzenia ferreriuszy do Polski wydaje się zupełnym szaleństwem. Ufam jednak, że jeśli okaże się zgodny z wolą Bożą, to sam Bóg go zrealizuje, choćby na smokach wojska latające i tak dalej. Takie są plany na zaś; a na razie z całych sił módlmy się o pokój.
Zapraszam do lektury wywiadu z ojcem Dominikiem: Warto czerpać z bogactw Kościoła!
Zapraszam także do przeczytania trzech wywiadów, które przeprowadziłam z polskim dominikaninem, ojcem Markiem Grzelczakiem. Jest to kawał dobrej nauki chrześcijańskiej i szkoła katolickiego wychowania. Trwa Wielki Post i warto rady ojca Marka z pierwszego wywiadu zastosować od razu:
Wyrzekliśmy się wyrzeczeń
Łaska dobrej śmierci
Matka Boża niczego nie zgubi, niczego nie pozwoli skraść

środa, 19 lutego 2014

Duszpasterstwo dla Kościoła liberalnego

Ojciec Kozacki, nowy prowincjał dominikanów, udzielił dzisiaj „Gazecie Wyborczej” interesującego wywiadu. Ponieważ „Gazeta” prawdopodobnie szybko zablokuje możliwość czytania go za darmo, załączam link do jego streszczenia na oficjalnej stronie Polskiej Prowincji Dominikanów:
Streszczenie wywiadu o. Pawła Kozackiego
Wywiad wywołał duży rezonans, m.in. natychmiastową krytykę Tomasza Terlikowskiego na portalu Frondy i szerokie dyskusje w Internecie. Zaskoczyło mnie, nie ukrywam, szerokie poparcie wśród moich znajomych dla poglądów, które ojciec Kozacki prezentuje w wywiadzie. Spowodowało to zmianę moich dotychczasowych przekonań dotyczących tych zagadnień.
Ostatnio wielokrotnie krytykowałam dominikanów za sympatyzowanie z konsekwentnie atakującą polski Kościół „Gazetą Wyborczą”, promowanie ideologii gender, zaproszenie aborcjonistki do duszpasterstwa, publiczne, ostre krytykowanie biskupów, odmowę niektórych braci co do podporządkowania się niektórym zapisom dokumentów papieskich czy Kodeksu prawa kanonicznego (w rozmowach ze mną lub w dyskusjach internetowych) i parę innych faktów, których nie będę dalej wymieniać. Dzisiaj zmieniłam zdanie. Doszłam do wniosku, że polscy dominikanie powinni właśnie pozostać sobą, gdyż taki zakon jest potrzebny, bo grupa wiernych polskiego Kościoła o poglądach wyrażanych przez „Gazetę Wyborczą” i „Tygodnik Powszechny” jest znacznie szersza, niż myślałam. Uważają oni, że są członkami Kościoła, i skoro tak, należy to uznać.
W Kościele kładzie się obecnie duży nacisk na wyspecjalizowane duszpasterstwa dla poszczególnych grup wiernych. Istnieje też wiele ruchów grupujących katolików o określonej duchowości, np. Odnowa w Duchu Świętym, Neokatechumenat, Communione e Liberazione itd. Są grupy dla żyjących w Kościele w oparciu o program 12 kroków, dla środowisk Radia Maryja... Każde z tych środowisk ma jakieś konkretne zabarwienie i specyfikę, i kapłanów, którzy z nimi pracują. Co więcej, w ostatnich latach powstało wiele duszpasterstw tradycji łacińskiej dla osób pragnących chodzić na Msze w klasycznym rycie rzymskim, a także zakony, które specjalizują się konkretnie w pracy z tymi wiernymi, np. Bractwo Kapłańskie św. Piotra. Natomiast szeroka grupa katolików o liberalnych poglądach nie ma żadnego środowiska kapłańskiego, wyspecjalizowanego w pracy z nimi. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że jest to luka.
Ojciec Kozacki ma rację, mówiąc, że potępianie nie jest właściwym sposobem głoszenia Ewangelii. Nie należy „wypychać” z Kościoła ani natankowców, ani tradsów, ani katolików liberalnych (jest to określenie utworzone ad hoc, więc może ułomne). A środowiskiem kapłańskim najlepiej przygotowanym do pracy z tą grupą wiernych są właśnie dominikanie. Na tym powinni się skupić, zwłaszcza że duszpasterstwa akademickie i młodzieży, kiedyś ich produkt firmowy, działają dzisiaj przy co drugim szanującym się kościele w każdym większym mieście.
Dominikanie zostali powołani do pracy z katarami, czyli heretykami, którzy podnieśli bunt przeciw władzom kościelnym lub w ogóle od Kościoła odpadli. Do tej pory uważałam, że za aktualnych „katarów” należy uznać zlaicyzowane masy, które w ogóle od wiary odeszły i zadowalają się konsumpcją i karierą. Krótko mówiąc, moje własne środowisko, w którym żyłam w Warszawie przed przeprowadzką do Krakowa. Jednak od dawna miałam poczucie, że to nie ma większego sensu, bo ci ludzie (przynajmniej na razie) w ogóle nie chcą o Bogu słuchać. Dzisiaj przyszło mi do głowy, że dobrym rozwiązaniem jest przyjęcie, że dominikańskimi „katarami” powinni być właśnie katolicy „gazetowyborczy”, czyli osoby uważające się za członków Kościoła, ale wyznające poglądy na wiarę, Kościół i moralność prezentowane w tym piśmie. Ci ludzie z reguły wysoko cenią dominikanów i chcą ich słuchać, a oni z kolei potrafią do nich trafić i zaskarbić sobie ich sympatię. Tymczasem inni księża, tacy jak wspomniane Bractwo Kapłańskie św. Piotra czy wielu znanych mi księży diecezjalnych, nie mają wielkich szans, by nawiązać z nimi kontakt; zostaną raczej skreśleni na starcie; i nie mają odpowiednio dużej „części wspólnej” poglądów, aby móc rozpocząć życzliwą współpracę.
Nie wierzę w przypadki i uważam, że wybór ojca Kozackiego na prowincjała (nie wątpię, że na dwie kadencje) nie jest przypadkiem, ale działaniem Opatrzności. Osiem lat jego rządów w Polskiej Prowincji Dominikanów będzie mogło zapewnić odpowiednio obszerną przestrzeń na stworzenie proponowanego przeze mnie dzieła, jeśli uzna on, że taka propozycja jest sensowna.

Ps. Dalsze interesujące komentarze:
wpolityce.pl, komentarz Andrzeja Potockiego: „Potocki: "Jestem przeciw religii w szkole", czyli wywiad w GW ojca Pawła Kozackiego. Wschodzi nam nowa gwiazda
ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TChr: „Ks. prof. Paweł Bortkiewicz dla Fronda.pl: Jestem wstrząśnięty słowami o. Kozackiego
Przemysław Radzyński na Deon.pl: „Religia w szkole nie jest problemem
Ojciec Potocki o prowincjale dominikanów: „Idź precz, szatanie!”

środa, 12 lutego 2014

Nie ku temu, co łatwiejsze

Pewien ksiądz diecezjalny napisał dzisiaj na Facebooku, że szkoda, iż kapłani z pewnego zakonu traktują habit jako albę. Jego uwaga przypomniała mi znany wiersz św. Jana od Krzyża, zamieszczony w Drodze na Górze Karmel (I,13,6). Przypominam go, bo te myśli świętego Jana są też bliskie mojemu postrzeganiu życia i wiary. Niech to będzie dopowiedzenie do tekstu sprzed kilku dni, Duch „Myśli spod chustki”.
Usiłuj zawsze skłaniać się:
nie ku temu, co łatwiejsze,
lecz ku temu, co trudniejsze;
nie do tego, co przyjemniejsze,
lecz do tego, co nieprzyjemne;
nie do tego, co smakowitsze,
lecz do tego, co niesmaczne;
nie do tego, co daje spoczynek,
lecz do tego, co wymaga trudu;
nie do tego, co daje pociechę,
lecz do tego, co nie jest pociechą;
nie do tego, co większe,
lecz do tego, co mniejsze;
nie do tego, co wzniosłe i cenne,
lecz do tego, co niskie i wzgardzone;
nie do tego, aby pragnąć czegoś,
lecz do tego by nie pragnąć niczego,
nie szukając tego, co lepsze wśród rzeczy stworzonych,
ale tego co gorsze.
Pragnij z miłości dla Chrystusa dojść do zupełnego ogołocenia, ubóstwa i oderwania się od wszystkiego, co jest na świecie.
Dla porządku załączam też linka do wstępu do Drogi na Górę Karmel pióra ojca Jerzego Gogoli OCD, w którym wyjaśnia on, jak należy interpretować myśl św. Jana.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Zbyt wiele osób patrzy na zegarek

„Niestety wiele razy patrzymy w czasie mszy na zegarek, liczymy minuty — dodał papież. Jak stwierdził, nie jest to zachowanie, jakiego wymaga liturgia. — Liturgia to czas Boga i przestrzeń Boga, a my musimy w nie wejść i nie możemy patrzeć na zegarek — powiedział”.
Powiadomił o tym serwis TVN24.
Warto zapisać i trzymać na podorędziu, kiedy kolejny raz usłyszycie od swojego księdza, że czegoś tam (innej modlitwy eucharystycznej niż dwójka, kazania, więcej niż 1 zwrotki pieśni, możliwości wypowiedzenia intencji modlitewnych itp.) nie może być, bo „będzie za długo”. Od dawna mam podejrzenie, że wyświechtany argument „względów duszpasterskich” służy przede wszystkim ukrywaniu własnego znudzenia, rutyny i braku wiary.
To, czy ktoś lubi przebywać z Bogiem na modlitwie, czy nie nuży się ciszą i chwilami przerwy w akcji liturgicznej, czy dobrze czuje się, po prostu „tracąc czas” przed ołtarzem, tabernakulum, krzyżem, nad modlitewnikiem czy Pismem Świętym, jest ważną wskazówką co do czyjegoś wyrobienia duchowego, głębi wiary, jakości życia z Bogiem.
Bóg hojnie daje i lubi tych, którzy hojnie dają.

niedziela, 9 lutego 2014

Clubbing z domieszką churchingu

Ten post jest pisany na życzenie Małżonka :)
Czwartek: piwo w Schronisku Chochołowskim, smażone ziemniaki z kefirem w Kolibecce przy Alei Przewodników Tatrzańskich (bardzo właściwa nazwa, czyż nie? :D) — polecam szczególnie to miejsce, bo właściciele zaznaczają w eleganckiej karcie, że w Środę Popielcową i Wielki Piątek nie podają potraw mięsnych — salwatorianie na Bulwarach Słowackiego, w drodze powrotnej babeczka z kajmakiem w Samancie na Kasprusiach. Po drodze jeszcze Halama, Orlik, gdzie równo 60 lat temu zmarł Julian Tuwim, Kornel Makuszyński i Koziołek Matołek pod willą Opolanka.
Piątek: piwo na Hali Ornak, siostry dominikanki kasztanowe Za Strugiem, piwo w Dworze Ślebody na Skibówkach z ceremonią otwarcia igrzysk w Soczi, catering z pierogami ruskimi i ze śliwkami z barku na Piłsudskiego przy Krupówkach.
Sobota: spacer wokół Kopieńca z odpoczynkiem pod kapliczką na Hali Kopieniec, bardzo miłe siostry urszulanki na Jaszczurówce (ten punkt programu to zarówno clubbing, jak i churching, a do tego racuszki z dżemem, opowieści o Janie Pawle i innych świętych, i ploteczki z baaardzo dawną znajomą...), słodki deser w cukierni na Bystrem.
W zestawie chmury, wiatr, wiewiórka, krajobraz po halnym, ponory i wywierzyska.
Sponsorem imprezy był serwis tatrydlakazdego.pl. Dziękujemy! :)

Chmury nad Halą Pyszną
Nad Smreczyńskim Stawem
Potok Kościeliski
Kapliczka na Hali Kopieniec, napis: Nic nad Boga, 1950
Fragment zniszczeń po grudniowym halnym w Dolinie Olczyskiej