piątek, 30 listopada 2012

Święty Andrzej Pierwszy Powołany

Dzisiaj obchodzimy święto Pierwszego Powołanego (pod tym tytułem, Первозванный, jest on czczony w Kościołach tradycji wschodniej), Apostoła Andrzeja, brata świętego Piotra. W naszej tradycji święty ten, gorąco miłowany na Wschodzie, został trochę odstawiony na boczny tor; mówi się o nim znacznie mniej niż o świętym Piotrze, Jakubie czy Janie. Niesłusznie, bo z jego postacią wiąże się bardzo ważna symbolika: to on przyprowadził do Jezusa swego brata Piotra, on jako pierwszy rozpoznał Pana i nie poprzestał na tym, lecz zaraz „znalazł brata swego Szymona i rzekł do niego: »Znaleźliśmy Mesjasza« — to znaczy: Chrystusa, i przyprowadził go do Jezusa”. Dlatego Andrzej jest patronem wszystkich, którzy głoszą Słowo; i dzisiaj warto pamiętać, że nie chodzi tu tylko o księży, zakonników czy katechetów, lecz o każdego, kto spotkał Chrystusa i wierzy, że również jego zadaniem jest głosić Pana i przyprowadzać do Niego swoich braci.
Dla mnie dzisiejszy dzień jest świąteczny także dlatego, że święty Andrzej Apostoł jest patronem jednego z moich znajomych dominikanów, ojca doktora Andrzeja Morki, dzięki któremu ten blog się narodził. Nie byłoby „Myśli spod chustki”, gdyby nie nasze długie dyskusje o tym, co nas w Kościele raduje, a co boli, jakie jest nasze powołanie i kim powinni dzisiaj być dominikanie, komu i jak powinni głosić, by jak najwierniej upodabniać się tu i teraz do założycieli Zakonu: świętego Ojca Dominika i pierwszych braci. To po gorącej dyskusji z nim, nieco ponad rok temu, mój umysł tak buzował, że musiałam, po prostu musiałam napisać i opublikować pierwszy tekst, „Czy księża są przyczyną sekularyzacji i co z tego wynika?”. Tak właśnie powstały „Myśli spod chustki”. I w wielu innych tekstach także znajduje się wkład intelektualny Andrzeja; „Myśli spod chustki” są faktycznie „Myślami spod chustki i mantolety”.
Dzisiaj Andrzej powiedział ważne kazanie, w którym precyzyjnie i brutalnie, jak cięciem skalpela, przypomniał, że dominikanie — jakkolwiek mogą się cieszyć, że ludzie do nich przychodzą i ich słuchają — powinni pamiętać, że są powołani przede wszystkim do głoszenia tym, którzy nie są przekonani, którzy sami do nich nie przychodzą. Bracia muszą do nich wyjść, szukać ich. Nie mogą poprzestać na tych, którzy już są przekonani. I przed Zakonem stoi dzisiaj zadanie znalezienia nowych form pracy, które będą skierowane do tych, których dopiero trzeba przekonać do Chrystusa.
Podobnie pisałam kilka miesięcy temu w tekście „W dalszym ciągu nie przestawałem nalegać”, i nietrudno się domyślić, kto wniósł do niego ten wkład.
Andrzej jest patronem jeszcze jednej cechy mojego myślenia o Kościele i szerzej o życiu. Mówił dzisiaj: „Spotkanie Jezusa z Andrzejem i Piotrem odbywa się na brzegu jeziora. To miejsce jest ważne; brzeg jest miejscem, gdzie spotyka się woda i ziemia; a zawsze, gdy spotykają się dwie różne rzeczywistości: woda i ziemia, dwie kultury, dwa sposoby myślenia, dwie religie, dzieje się coś ciekawego”. W moim myśleniu jestem wierna także tej zasadzie; jako katoliczka przyjaźnię się z prawosławnymi, jako Polka z Rosjanami i Ukraińcami, jako NOM-istka promuję stary ryt.
Polecam kontakt z myślą Andrzeja; warto przyjść na głoszone przez niego rekolekcje i konferencje, przeczytać jego książkę („Doświadczenie Boga w Gułagu”) i artykuły. Ta myśl odświeża, nawraca, prowadzi do głębi i dojrzałości, otwiera przestrzeń.
Andrzeju, niech Pan Cię dalej prowadzi na Twoich dominikańskich drogach; bądź podobny do swego ojca Dominika w gorliwości, inteligencji i współczuciu, prowadź innych do Pana, pokazuj nowe drogi myślenia, nastawaj w porę i nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Z modlitwą i wdzięcznością!

czwartek, 8 listopada 2012

„Myśli spod chustki” popierają chustki :)

A właściwie mantyle. Proszę obejrzeć:


Okazuje się, że Brazylii istnieje specjalny serwis internetowy, w którym można zamówić prześliczne koronkowe tradycyjne chustki do kościoła, czyli dawne mantyle: Véus - Modelos disponíveis.


Czuję, że zajmę się promowaniem w Polsce nowej mody. Przecież to naprawdę jest cool, takie zakładanie chustki przy wejściu do kościoła. A jak dobrze w niej wyglądam :) Chłopaki świetnie się bawią swoimi humerałami, cingulami, dalmatykami, kapami i wszelkimi innymi ciuszkami liturgicznymi, to ja też coś mam do założenia na liturgię, a co!
Moje chustki, które noszę już od kilkunastu miesięcy, mają inne źródło kulturowe: pochodzą z obszaru słowiańskiego chrześcijaństwa wschodniego i z reguły kupuję je w Kijowie (na przykład w Ławrze Kijowsko-Peczerskiej). Ale te tradycyjne koronki z obszaru Europy i Ameryki Łacińskiej także są prześliczne i z pewnością będą świetnie pasowały do gotyckich murów bazyliki Świętej Trójcy :)

piątek, 2 listopada 2012

Żegnam was, godziny minione


Żegnam cię, mój świecie wesoły,
Już idę w śmiertelne popioły;
Rwie się życia przędza, śmierć mnie w grób zapędza,
                             Bije pierwsza godzina.

Żegnam was, rodzice kochani,
Znajomi, krewni i poddani:
Za łaskę dziękuję, z opieki kwituję,
                             Bije druga godzina.

Żegnam was, mili przyjaciele,
Mnie pod głaz czas grobowy ściele:
Już śmiertelne oczy sen wieczny zamroczy,
                             Bije trzecia godzina.

Żegnam was, królowie, książęta,
Cieszcie się w swém szczęściu, panięta:
Już służyć nie mogę, wybieram się w drogę,
                             Bije czwarta godzina.

Żegnam was, mitry i korony,
Czekajcie swoich rządców, trony:
Ja w progi grobowe zniżać muszę głowę,
                             Bije piąta godzina.

Żegnam was, pozostali słudzy,
Tak moi, jako téż i drudzy:
Idę w śmierci ślady, bez waszéj parady,
                             Bije szósta godzina.

Żegnam was, przepyszne pokoje,
Już w wasze nie wnijdę podwoje:
Już czas méj żałobie dał gabinet w grobie,
                             Bije siódma godzina.

Żegnam was, pozostałe stroje,
Już o was bynajmniéj nie stoję:
Mól będzie posłanie, robak kołdrą stanie,
                             Bije ósma godzina.

Żegnam was, wszystkie elementa,
Żywioły, powietrzne ptaszęta:
Już was nie obaczę, w dół grobowy skaczę,
                             Bije dziewiąta godzina.

Żegnam was, niebieskie planety,
Do swojej dążyć muszę mety:
Innym przyświecajcie, mnie dokonać dajcie,
                             Bije dziesiąta godzina.

Żegnam was, najmilsze zabawy,
Wewnętrzne, powierzchowne sprawy:
Już nie wolno będzie, jeść, pić na urzędzie,
                             Bije jedenasta godzina.

Żegnam was, godziny minione,
Mementa i dni upłynione:
Już zegar wychodzi, index nie zawodzi,
Do wiecznego spania śmierć duszę wygania,
                             Bije dwunasta godzina. Amen.

                                   (Zbiór pieśni nabożnych katolickich 
                                   do użytku kościelnego i domowego
                                                          Pelplin 1871)

wtorek, 9 października 2012

Kobieta niezwykła

Mam wśród znajomych stryjecznego wnuka Marii Okońskiej, jednej z największych Polek i kobiet Kościoła XX wieku. Najbliższej współpracownicy kard. Stefana Wyszyńskiego, trwającej przy nim, gdy zawodzili nawet współbracia w kapłaństwie, i wykonującej dla niego najbardziej dyskretne misje, których nie odważał się powierzyć oficjalnym współpracownikom. Bojowniczki Powstania Warszawskiego i więźniarki stalinowskiej. Założycielki „Ósemek”, które pobiły na głowę wszelkie filmowe „aniołki Charliego” itp. Kobiety tak szalonej, że podczas przesłuchania u „Krwawej Luny” — Julii Brystygierowej — zaczęła ją nawracać, będąc pewna, że również w niej musi być ukryte dobro, a na pożegnanie serdecznie ją całując. I rzeczywiście, ponieważ ludzie najczęściej zachowują się tak, jak po nich oczekujemy, wydobyła z „Krwawej Luny” dobro.
Dzieło życia pani Okońskiej jest dzisiaj aktualne nie mniej niż 60 lat temu; dziś pokazuje ono wielką rolę kobiet w Kościele i jest najlepszą odtrutką na „feministyczne teolożki” żądające dla siebie władzy nad wiernymi i święceń kapłańskich.
Ta niezwykła kobieta nadal żyje, Bogu dzięki; zajmuje się pielęgnowaniem dziedzictwa Prymasa Tysiąclecia i pisaniem wspomnień. Pierwszy tom, pod tytułem „Przez Maryję wszystko dla Boga”, ukazał się w wydawnictwie Soli Deo w 2008 roku. Wykorzystując okazję, za pośrednictwem znajomego poprosiłam panią Okońską o osobistą dedykację i dzisiaj nadszedł szczęśliwy dzień, kiedy książka z dedykacją wreszcie wróciła. Ba, i to z jaką dedykacją! Nikt mi nigdy takiej nie napisał. Kobieta, Która Nie Rozmienia Się Na Drobne I Trafia W Sedno.
Jeśli siły pani Okońskiej dopiszą, przyjedzie pod koniec października do Krakowa na noc czuwania i będę mogła spotkać ją osobiście :)

wtorek, 2 października 2012

Kolejna Msza w rycie dominikańskim i nowy konkurs

Jako samozwańczy promotor rytu dominikańskiego (dominikanie mają sporo urzędów o nazwie „promotor czegoś tam”) zajmuję się głównie przypominaniem i poganianiem. Nigdy nie było marzeniem mojego życia zostanie brygadzistą, nadzorcą niewolników czy kapo w obozie koncentracyjnym, więc odczuwam z tego powodu frustrację, ale gdy machina organizacyjna się gdzieś zacina, trzeba ją popychać. Teraz właśnie przez ostatnie dwie doby zajmowałam się ściganiem osoby, która miała celeriter dostarczyć pewną informację pilnie potrzebną do przygotowania mszalików na sobotnią celebrację, ale rozpłynęła się we mgle. Nec locus ubi Troia.
Kiedy zawiadomiłam o tym kolegów organizujących razem ze mną te msze, jeden z nich (dość często padający ofiarą mojego niewdzięcznego officium) napisał z wyraźną satysfakcją: „Duszenie zazwyczaj przynosi skutki wprost przeciwne do zamierzonych :)”. Zraniona do głębi, opracowałam godny respons. Brzmi on tak:
Videtur quod. Nemo audiatur turpitudinem suam propriam allegans. Ambulat unusquisque post pravitatem cordis sui mali ut me non audiat; desperavimus post cogitationes enim nostras ibimus et unusquisque pravitatem cordis sui mali faciemus.
Sed contra. Pacta sunt servanda. Verumtamen oculis tuis considerabis et retributionem peccatorum videbis.
Respondeo. Volentis non fit iniuria. Vos enim in libertatem vocati estis fratres tantum ne libertatem in occasionem detis carnis sed per caritatem servite invicem.
Aby tak wspaniałe dzieło nie zmarnowało się wskutek jego ulotnego charakteru, publikuję go tutaj i ogłaszam konkurs, w którym nagrodą tradycyjnie będzie dobre piwo (dobre, tzn. nie z koncernowej komputerowej masówki, tylko wytworzone tradycyjną metodą w jednym z niszowych browarów). Proszę o przetłumaczenie i zidentyfikowanie wszystkich cytatów i aluzji literackich.
Jednocześnie serdecznie zapraszam na wspomnianą już sobotnią celebrację. Będzie to uprzywilejowana Msza wotywna o różańcu Najświętszej Marii Panny, istniejąca tylko w rycie dominikańskim i nie znana w ogóle rytowi rzymskiemu. Celebracja: o. Wojciech Gołaski OP. Przewodzenie śpiewowi chorałowemu: Marcin Bornus Szczyciński i bracia dominikanie z Kolegium Filozoficzno-Teologicznego dominikanów w Krakowie. Patronat: Dominikański Ośrodek Liturgiczny. Miejsce i czas: kościół św. Idziego, ul. Grodzka, Kraków, sobota 6 października, godz. 15.30.
Kolejna taka Msza zostanie odprawiona za trzy tygodnie, 27 października, także w kościele św. Idziego o godz. 15.30. Będziemy się wtedy modlić w intencji misji dominikańskich i świętować rozpoczęcie Roku Wiary ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI. Przybywajcie!
Ps. Dziękujemy dzisiaj szczególnie za opiekę naszym świętym Aniołom Stróżom.

poniedziałek, 17 września 2012

Rewolucjonista

Dominikanie zdecydowanie należą do tych, którzy wiedzą i mają; ale warto pamiętać, że zakon ten to nie tylko jajogłowi intelektualiści, sławni artyści, papieże i kardynałowie, choć to oni najmocniej błyszczeli w historii. Trwa także (choć nie do końca wiem, czy zasłużyli się tu sami dominikanie, czy związani z nimi świeccy) pamięć o dominikanach, którzy wiedzieli, że ci, którzy wiedzą i mają, mają być dla tych, którzy nie wiedzą i nie mają. Dzisiaj obchodzimy wspomnienie jednego z nich, świętego Jana Macíasa: troszczącego się o ubogich i wykluczonych, pokornie znoszącego przykrości od swoich błyszczących, inteligentnych i wykształconych współbraci, którzy rozumieli mniej od niego.
W homilii kanonizacyjnej papież Paweł VI mówił:
„Jan Macías jest wspaniałym i wymownym świadkiem ewangelicznego ubóstwa: jako mały sierota z otrzymywanej drobnej zapłaty pastuszka wspomaga biednych — »swoich braci«, dzieląc ich wiarę; jako wygnaniec, gdy naśladując swego patrona, świętego Jana Chrzciciela, nie szuka jak inni bogactw, ale pragnie tylko tego, aby się spełniła wola Boża; jako służący w oberży i starszy pasterz hojnie rozdaje swą miłość ubogim, ucząc ich modlitwy; jako zakonnik wypełnia swoje śluby, najwyższy dowód miłości względem Boga i bliźniego: »dla siebie nie szuka niczego, jak tylko Boga«. W celi furtiana łączy intensywne życie modlitwy i pokuty z niesieniem pomocy i dostarczaniem pożywienia dla mnóstwa biednych; sam odmawia sobie pokarmu, aby zaspokoić głód łaknących”.

Dzisiaj, po kompromitacji komunizmu i teologii wyzwolenia, postrzeganie chrześcijaństwa w kluczu rewolucji, jak i samo słowo rewolucja, są zupełnie skompromitowane. Jednak jeśli sięgniemy do źródłosłowu tego terminu (ponownie ukształtować), to czy chrześcijaństwo nie jest, nie ma być rewolucją? Czy nie zapowiada rewolucji ewangeliczny kantyk Maryi, który uwielbia Boga za to, że „strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych, głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił”? Czy nie jest rewolucją pierwsza warstwa ewangelicznych błogosławieństw, która — jak twierdzą naprawdę mądrzy i kompetentni bibliści — brzmiała początkowo „Błogosławieni ubodzy, albowiem do nich należy królestwo niebieskie..., błogosławieni, którzy łakną i pragną, albowiem będą nasyceni”? Tę pierwotną wersję zachowała Ewangelia Łukasza, wraz z ostrzeżeniami „biada” dla zadowolonych, sytych i bogatych, podczas gdy wspólnota chrześcijan, w której w latach 70–80. I wieku redagowana była Ewangelia Mateusza, mieszkająca zapewne w bogatej Antiochii Syryjskiej, już wówczas tak wrosła w uwarunkowania tego świata, że do oryginalnego tekstu dodano wstawki mające nadać mu bardziej duchowy charakter i pozbawić go jego trudnego do zaakceptowania radykalizmu. (Więcej na ten temat: świetny nowy komentarz egzegetyczny ks. A. Paciorka do Ewangelii św. Mateusza, wydany przez wydawnictwo paulistów).
Rewolucja staje się złem, zaczyna niszczyć i zabijać, gdy sięga po środki tego świata: władzę i przemoc. Dopóki posługuje się środkami takimi, jakich używali prorocy, Chrystus, Maryja i Jan Macías, jest w porządku. To jest prawdziwa rewolucja. Chrześcijanie są do niej zobowiązani; w przeciwnym razie stają się solą, która utraciła swój smak.
Tak się składa, że akurat dzisiaj bracia studenci polskiej prowincji dominikanów oraz ich wychowawcy i profesorzy rozpoczęli nowy rok akademicki. Trudno o lepszego patrona tego dnia. Niech św. Jan Macías, który sam zapewne w najlepszym razie najwyżej umiał czytać, prosi teraz za swoich młodszych, wykształconych współbraci, by zawsze pamiętali, że studium intelektualne, wielki przywilej i obowiązek dominikanów, prowadzi na manowce, jeśli nie poprzedzają go modlitwa i miłosierdzie. Dopiero w tym towarzystwie wiedza zamienia się w mądrość.
Nie można tutaj nie wspomnieć subtelnego intelektualisty i doktora Kościoła, św. Jana od Krzyża, który swoją drogę na górę Karmel rozpoczął od małego prowincjonalnego szpitalika, w którym pracował całymi dniami jako pielęgniarz chorych i bezdomnych.
Skoro cytowałam już homilię kanonizacyjną papieża, składającego hołd prostemu i niewykształconemu św. Janowi, niech na koniec przemówi jeszcze ówczesny (1975) generał zakonu, brat Vincent de Couesnongle:
„Niewątpliwie to swoje święte życie, życie miłości ku biednym, mógłby przeżywać gdziekolwiek i kiedykolwiek. Jednak on stał się świętym właśnie w tym małym światku ludzi wykorzenionych, ludzi najbiedniejszych. I to właśnie nas dzisiaj uderza. [...] Braterska miłość to nie jest jakiś luksus, na który mogą sobie pozwolić mający czas, pieniądze i odpowiednie dyspozycje. [...] Świat doskonale sprawiedliwy, z najwspanialszym nawet prawodawstwem, świat, w którym prawa każdej jednostki będą zabezpieczone, może jeszcze być światem zimnym, bez duszy i nadziei, ponieważ jest bez miłości. Sama sprawiedliwość może stać się nieludzka i żadne prawa społeczne nie mogą zrodzić miłości. [...] Przesłanie Jana Macíasa nie ma więc charakteru jedynie społecznego: jest bowiem w pierwszym rzędzie teologalne. [...] Przez swoje miłosierdzie względem ubogich objawił w swoim stuleciu prawdziwe imię Boga biednym Ameryki, którzy nie wiedzieli, że »Bóg jest miłością«”.

Proszę Was po przeczytaniu tych słów o zapoznanie się z wpisem wczorajszym, gdyż jest tam mowa o kimś, kto potrzebuje konkretnej pomocy materialnej tutaj i teraz. Fortuna kołem się toczy i ci, co w dawnych wiekach byli bogaci i pomagali innym, dzisiaj nierzadko stają się w dosłownym znaczeniu słowa ubogimi, którzy potrzebują naszego wsparcia, aby przetrwać. W tym wypadku chodzi konkretnie o siostry benedyktynki ze Staniątek. Kiedy na blogu „dowalam dominikanom” czy szerzej klerowi, tekst czytają setki ludzi i spotykam się z pochwałami. Gdy piszę o czymś pozytywnym albo o tym, że komu trzeba pomóc, jest cisza, a statystyka wykazuje, że na tekst weszło kilkanaście czy najwyżej 30 osób. Coś tu jest nie tak.
Proszę także o modlitwę o pokój w Syrii. Tam, gdzie rozwijały się pierwsze wspólnoty chrześcijan, gdzie nawrócił się święty Paweł i powstała Ewangelia Mateusza, dzisiaj giną ludzie, a my milczymy. Codziennie czekam na mszy na wspomnienie w modlitwie powszechnej o Syrii i codziennie się rozczarowuję.

niedziela, 16 września 2012

Koncert Jacka Hałasa na rzecz Staniątek

W kościele sióstr benedyktynek w Staniątkach wystąpił dziś z koncertem na rzecz ratowania zabytkowego klasztoru Jacek Hałas, wybitny artysta i muzyk, specjalizujący się w starodawnych pieśniach dziadowskich.
Z towarzyszeniem liry korbowej, drumli i akordeonu Jacek zaśpiewał wiele najbardziej znanych pieśni ze swego repertuaru, m.in. „Zegar bije”, „Pieśń o św. Zofii”. Wstęp na koncert był wolny, siostry jedynie zbierały dobrowolne datki; niestety mimo szerokiej reklamy (m.in. „Dziennik Polski”, Facebook, strona gminy Niepołomice, pobliskie kościoły), ładnej pogody i znanego nazwiska artysty przyszło naprawdę niewiele osób i nie wiem, czy siostrom udało się uzbierać chociaż na jedną tonę węgla; myślę, że krakusi — zwłaszcza ci aspirujący do kultury wysokiej oraz interesujący się muzyką dawną i tradycyjną — powinni się po prostu wstydzić. Opactwo w Staniątkach naprawdę potrzebuje naszej pomocy; kilkanaście sióstr nie jest w stanie zdobyć we własnym zakresie środków na remont bezcennego zabytku, który jest w tak złym stanie, że przez dziurawy dach do zabytkowych wnętrz leje się woda.
Najbliższy koncert na rzecz ratowania Staniątek odbędzie się 11 listopada; wystąpi krakowski oktet muzyki dawnej Octava. Rozpowszechniajcie to zaproszenie, a najlepiej przyjedźcie na koncert i ofiarujcie siostrom, co możecie.
Zapraszam także niezależnie od koncertów do przyjazdu do Staniątek, pięknie położonych na skraju Puszczy Niepołomickiej, i zwiedzenia kościoła klasztornego z cudownym obrazem Matki Bożej Bolesnej i pięknym wyposażeniem, w tym freskami Andrzeja Radwańskiego. Najlepiej w niedzielę; po mszach otwarty jest nie tylko kościół, lecz także małe muzeum klasztorne z cennymi eksponatami (gotyckie rzeźby i księgi liturgiczne, barokowe szaty liturgiczne, monstrancje, kielichy, są też niespodzianki i ciekawostki, o których dowiedzą się ci, którzy tam przyjadą).
Mieszkam w pobliżu klasztoru w Staniątkach, właśnie ze względu na jego bliskość osiedliliśmy się z mężem w tym, a nie innym miejscu. Los sióstr i klasztoru jest mi bardzo bliski i proszę was gorąco o włączenie się w akcję na rzecz jego ratowania. Nie wszyscy są w sytuacji pozwalającej na ofiarowanie pieniędzy; ale każdy może się w tej sprawie modlić i przekazywać informacje o akcji kolejnym osobom.
Przydatne linki:
Strona klasztoru w Staniątkach
(na stronie podany jest numer konta bankowego i kto może, niech uczyni z tej informacji właściwy użytek)
Strona Jacka i Alicji Hałasów
Strona akcji „Ratujmy Staniątki” na Facebooku
Nowenna i litania do Matki Bożej Bolesnej ze Staniątek
(niezawodny środek specjalny)











Fot. Artur Krupiński