piątek, 26 kwietnia 2013

Błogosławieństwa księdza Fedorowicza

Od dawna nie napisałam na blogu nic nowego, mimo że już miesiąc temu oddałam pracę doktorską, ponieważ wszystko, co miałam ochotę w tym czasie napisać, było narzekaniem i krytykowaniem. Dzieje się wiele złych rzeczy, ale mówienie o tym za często nie tylko nie przynosi poprawy, ale jeszcze głębiej wpędza w smutek i poczucie bezradności. W końcu jednak dotarło do mnie „coś dobrego”, co warto przekazać dalej: myśli ks. Tadeusza Fedorowicza, wspaniałego kapłana i człowieka, duszpasterza zesłanych Polaków w Kazachstanie, a później Lasek i związanego z nimi środowiska. Człowiek Bez cienia goryczy, dobry patron na dzisiejsze czasy.

1. Szczęśliwi, którzy potrafią śmiać się z samych siebie — będą mieli radość i zabawę przez całe życie.
2. Szczęśliwi, którzy nie biorą siebie nazbyt serio; za to ludzie ich uszanują.
3. Szczęśliwi, którzy odróżniają kretowinę od góry — będą widzieli sprawy we właściwych proporcjach.
4. Szczęśliwi, którzy odróżniają owoce niedojrzałe od dojrzałych i potrafią czekać, aż dojrzeją — zaznają słodyczy dojrzałości.
5. Szczęśliwi, którzy odróżniają to, czego „ja chcę”, od tego, czego „mnie się chce” — znajdą łatwo właściwą drogę w życiu.
6. Szczęśliwi, którzy rozróżniają między kochaniem kogoś a kochaniem się w kimś — znajdą prawdziwą miłość i unikną wielu błędów własnych i zadawania bólu innym.
7. Szczęśliwi, którzy doceniają obok dobrych uczynków uczynki dobre — zobaczą, że w świecie jest więcej dobra niż zła oraz znajdą sens i radość życia.
8. Szczęśliwi, którzy wielce cenią małe rzeczy dobre, a nie martwią się małymi rzeczami niedobrymi — znajdą pokój serca i pokój z ludźmi.
9. Szczęśliwi, którzy wreszcie odkryli swoją miłość własną i chcą ją nadal odkrywać — będą szybko wzrastać w prawdziwej miłości.
10. Szczęśliwi, którzy nie muszą, a za to niejednego świadomie chcą — zaznają prawdziwej wolności.
11. Szczęśliwi, którzy nie muszą mieć tego czy tamtego, a to i tamto chętnie odstąpią — zaznają smaku większych wartości.
12. Szczęśliwi, którzy pomyślą, zanim zrobią, i pomodlą się, zanim pomyślą — unikną wielu przykrości i nieporozumień.
13. Szczęśliwi, którzy potrafią poczekać — doczekają się prawdziwego dobra.
14. Szczęśliwi, którzy wiedzą, że rozum to dobra rzecz, i starają się go często używać — będą szli bezpieczną drogą.
15. Szczęśliwi, którzy umieją używać kija nie do bicia w ciemności, ale do zapalania go ogniem, by świecił i ogrzewał — wiele dobra uczynią w życiu.
16. Szczęśliwi, którzy wiedzą, że kwiaty należy oglądać od przodu, a nie od tyłu, krytykując, że są nieładne — wiele pokoju znajdą i wniosą wokół siebie.
17. Szczęśliwi, którzy wiedzą, że nie wystarczy, by woda podana komuś była świeża, ale że też trzeba podawać ją w czystej, a nie szczerbatej szklance — unikną wielu nieporozumień z ludźmi.
18. Szczęśliwi, którzy potrafią się uśmiechać nawet, gdy jest trudno i gdy ktoś ich drażni — wiele radości rozsieją wokół siebie i łatwiej siebie samych zachowają w pokoju.
19. Szczęśliwi, którzy mają zderzaki jak wagony kolejowe — bardzo to ułatwi współżycie z drugimi.
20. Szczęśliwi, którzy zrozumieli, że większym szczęściem jest dawać niż brać i służyć niż być obsłużonym — znajdą prawdziwe szczęście.
21. Szczęśliwi, którzy miłują prawdę bardziej niż jakiekolwiek korzyści — znajdą rzeczywiste wartości.
22. Szczęśliwi, którzy nie stawiają nade wszystko wyników, ale wiedzą, że chodzi przede wszystkim o dobrą wolę i starania — znajdą Miłość Bożą i pokój serca.
23. Szczęśliwi, którzy nie są szafami gdańskimi, a potrafią być lekkimi stoliczkami na kółkach — będą poręczni Bogu i ludziom.
24. Szczęśliwi, którzy wiedzą, że modlitwa nie polega na uczuciu, myśleniu i rozumieniu, ale na szczerym oddaniu się Bogu.
25. Szczęśliwi, którzy wiedzą, że jaśniej świeci lampa z czystym kloszem niż z zabrudzonym albo pomalowanym — będą nieść więcej światła.
26. Szczęśliwi, którzy nie zasłaniają sobą Boga i ludzi — będą jaśniej widzieli prawdę o rzeczywistości.
27. Szczęśliwi, którzy nie są jak obsypany pączkami krzak róży, który nigdy nie zakwita i egoistycznie zamyka się w sobie — znajdą szczęście służąc innym.
28. Szczęśliwi, którzy nawet w wygasłym ognisku znajdują żarzący się węgielek i zdołają go rozpromienić w nowe ognisko.
29. Szczęśliwi, którzy dają się zemleć młynowi Bożemu, tak by każde ziarno było przerobione przez kwas ewangeliczny — staną się jak dobry chleb Boży.
30. Szczęśliwi, którzy zrozumieli, że „drabina nauki nie dosięga Nieba” i że Wiara jest rozumna, choć nie rozumowa — zobaczą nieskończone horyzonty Boże i doznają radości tęsknoty za pełnią.

Książeczkę z błogosławieństwami, jak i inne książki autorstwa ks. Fedorowicza wydało wydawnictwo Norbertinum.

środa, 3 kwietnia 2013

Bilans otwarcia 1

Po kilkunastodniowej przerwie, spowodowanej pośpiesznym kończeniem pracy doktorskiej, włączyłam przed świętami Facebooka... i od razu mi się odechciało go przeglądać. Zwolennicy i przeciwnicy Mszy w rycie klasycznym, jedni i drudzy zaangażowani katolicy świeccy, a czasem i duchowni, kłócili się na temat nowego papieża Franciszka z taką zajadłością, nienawiścią, pychą i agresją, że jedyne, co przychodziło do głowy jako komentarz, to tyrada Chrystusa przeciwko faryzeuszom:
„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?”
No, można jeszcze sięgnąć po skargę Dawida:
„Wybaw mię, Panie, od człowieka złego, strzeż mnie od gwałtownika: od tych, którzy w sercu knują złe zamiary, każdego dnia wzniecają spory. Ostre jak u węża ich języki, a jad żmijowy pod ich wargami”.
Jedyna różnica była taka, że jedni bluzgali tylko na swoich bezpośrednich oponentów, a drudzy także na nowo wybranego papieża (jeszcze niedawno często powoływana w dyskusjach zasada posłuszeństwa Następcy Świętego Piotra i wiernego naśladowania go nagle bowiem została rzucona w kąt... ale ponieważ natura nie znosi próżni, więc teraz zapewne odkurzy ją i poniesie jako swoje palladium druga strona sporu).
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności. I takiego przywiązania do tradycji i czci Bożej, i takiego otwierania Kościoła na potrzeby współczesnych ludzi.
Czem prędzej z powrotem wyłączyłam FB, usiłując strząsnąć z siebie ten jad, który zdążył w jednej chwili zatruć moje myśli i serce, aby móc się w spokoju ducha przygotować do współuczestniczenia w Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa.
Odczuwałam w tym czasie potrzebę napisania czegoś w rodzaju osobistego bilansu otwarcia nowego pontyfikatu, ale wszystko, co przychodziło mi do głowy, czem prędzej odsuwałam z niesmakiem na bok, bo od razu oczyma duszy widziałam pod linkiem do mojego tekstu na FB agresywne komentarze zaangażowanych katolików bądź z jednej, bądź z drugiej strony. Aż wczoraj w kościele ojców dominikanów przy ul. Stolarskiej w Krakowie, koło Grobu Pańskiego (tak, tak!) znalazłam stosik odbitych na ksero ulotek z modlitwą o beatyfikację Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego, położonych tam zapewne przez jakiś pobożny moherowy beret (en passant, muszę sobie w końcu kupić to nakrycie głowy). A w ulotce oprócz ww. modlitwy i mądrych myśli Kardynała zamieszczono „ABC Społecznej Krucjaty Miłości”. Więc może na razie zacznijmy bilans otwarcia od ABC; a co będzie dalej, zobaczymy.

ABC Społecznej Krucjaty Miłości

1. Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, twojego brata.
2. Myśl dobrze o wszystkich — nie myśl źle o nikim. Staraj się nawet w najgorszym dostrzec coś dobrego.
3. Mów zawsze życzliwie o drugich — nie mów źle o bliźnich. Napraw krzywdę wyrządzoną słowem. Nie czyń rozdźwięku między ludźmi. Jednocz sercem i słowem.
4. Rozmawiaj z każdym językiem miłości. Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj, nie rób przykrości. Nie wyciskaj łez. Uspokajaj i okazuj dobroć.
5. Przebaczaj wszystko wszystkim. Nie chowaj w sercu urazy. Zawsze pierwszy wyciągnij rękę do zgody.
6. Działaj zawsze na korzyść bliźniego. Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby tobie czyniono. Nie myśl o tym, co tobie jest kto winien, ale co ty jesteś winien innym.
7. Czynnie współczuj w cierpieniu. Chętnie spiesz z pociechą, radą, pomocą, sercem.
8. Pracuj rzetelnie, bo z owoców twej pracy korzystają inni, jak ty korzystasz z pracy drugich.
9. Włącz się w społeczną pomoc bliźnim. Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego. Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie.
10. Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół.

Społeczna Krucjata Miłości to ruch nieformalny, nie posiadający struktury administracyjnej, a jedynie łączący wszystkich, którzy swym życiem szerzą zasady ABC Społecznej Krucjaty Miłości, których twórcą jest Sługa Boży Stefan Kard. Wyszyński.

poniedziałek, 4 marca 2013

Walka trwa...

...aby zdążyć skończyć pracę doktorską przed najbliższą radą wydziału. Jest to konieczne, abym nie musiała zwracać grantu. Mam jeszcze dwa tygodnie i 60-70 stron do napisania. Z tej przyczyny nie piszę na blogu, choć zaległych spraw jest już kilka. Będę to po kolei odrabiać. Na razie zamieszczam łącze do nagrania spotkania z o. Michałem Paluchem OP, które zorganizowaliśmy w Krakowie 25 lutego. Dyskusja, prowadzona przez teologa i filozofa Marka Kitę z uniwersytetu UPJPII, toczyła się wokół jego najnowszej książki Dlaczego Tomasz”. Mam nadzieję, że to nie koniec, mam pomysły na kilka następnych spotkań z autorami ciekawych książek. Zapraszam do obejrzenia i posłuchania:



A tutaj jeszcze zdjęcie:



niedziela, 10 lutego 2013

Wyprawa dziesięciu tysięcy

Jednym z najsławniejszych dzieł literatury klasycznej jest „Anabaza” Ksenofonta. Anabasis po grecku oznacza wchodzenie do góry, w odróżnieniu od katabasis — schodzenia w dół (dzięki panu Ksenofontowi nadal pamiętam znaczenia przyimków ana i kata). Ksenofont opisał w nim dzieje tzw. wyprawy dziesięciu tysięcy — odysei wojennej greckich najemników, którzy w 401 r. p.n.e. brali udział w bitwie przeciwko legalnemu władcy Persji, a po jej przegraniu przez wiele miesięcy wycofywali się, pod dowództwem autora książki, z okolic Babilonu przez góry i bezdroża Armenii do Trapezuntu nad Morzem Czarnym i do Europy. Ten sławny marsz (choć bitwa pod Kunaksą była pozbawiona znaczenia politycznego, a cała awantura wojskowa nie przyniosła Grekom żadnej chwały) dzięki sile literatury przeszedł do historii kultury europejskiej wraz z bitwą pod Maratonem i w wąwozie Termopile.
Ksenofont i jego dziesięć tysięcy ciężkozbrojnych hoplitów przypomnieli mi się dlatego, że lista wejść na „Myśli spod chustki” przekroczyła kilka dni temu dziesięć tysięcy. I stało się to równo po piętnastu miesiącach istnienia bloga (pierwszy tekst został opublikowany 9 listopada 2011 roku). Jest to powód do dziękowania i Wam, moim czytelnikom, i Panu Bogu jako pierwszej przyczynie tych wszystkich chwalebnych wydarzeń. Wszyscy razem pokonujemy niebezpieczeństwa obecnej lacrimarum valle i szukamy drogi do krainy odpoczynku, podobnie jak wojsko Ksenofonta.
Z okazji tego małego jubileuszu przypominam tekst, w którym opisuję okoliczności powstania bloga:
Święty Andrzej Pierwszy Powołany
...oraz dziesięć najpopularniejszych tekstów (pierwszy z nich zanotował ponad sześćset wejść):
1. Pochwała parafii w Podłężu
2. Koniec rewolucji kulturalnej, czyli demitologizacja
3. Uff! Udało się!!!
4. W dalszym ciągu nie przestawałem nalegać
5. Uwaga! Przebywanie w pobliżu kościoła grozi śmiercią lub kalectwem
6. Czy księża są przyczyną sekularyzacji i co z tego wynika?
7. Nie widzę dla siebie miejsca w kościele
8. Nie matura, lecz chęć szczera
9. Nie wolno tworzyć „dziejów bez dziejów”
10. Wystawa ikon
Zapraszam do przypomnienia ich sobie. A sobie i Wam życzę dalszej ciekawej wędrówki!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Element weryfikujący

Naprawdę nigdy Brat nad sobą nie chlipał?
– Przecież nikt mnie na te ulice nie wysyła! To moja decyzja. W każdej chwili mogę wrócić do klasztoru. Pokusa jest czasem ogromna. Ale przecież żebractwo to specyfika franciszkanów czy dominikanów.
Jasne. Tyle że na Wikipedii… Przecież gdy czytamy, że dominikanie (z całym szacunkiem dla braci kaznodziejów) to „zakon żebraczy”, pojawia się śmiech. Widać, jak głęboka to metafora. Trudno wyobrazić sobie cenionego rekolekcjonistę w białym habicie, który prosi o kromkę chleba.
– Nie chcę nikogo oceniać, pamiętajmy jednak, że Dominik mocno akcentował element życia żebraczego. To był dla niego sposób życia. Franciszek mówił do braci: gdy zabraknie wam pożywienia i będziecie głodni – idźcie żebrać. Dominik poszedł jeszcze dalej: uczynił z żebrania sposób głoszenia Dobrej Nowiny, dotarcia do ludzi! Widział misję cystersów, która wybrała się do katarów i została odrzucona, wracała na tarczy. Powód? Katarzy byli ubodzy, nie mieli nic, więc nie przyjęli słowa głoszonego przez cystersów.
„Dzisiejsze zakony to wspólnoty ojców profesorów, ojców redaktorów, duszpasterzy, liturgistów” – opowiadał mi Rafał Tichy. „Pierwsi dominikanie i franciszkanie byli opluwani na mieście, ponieważ byli obdartusami, nie do strawienia przez społeczeństwo. Rodzina Tomasza z Akwinu zamknęła go nawet w wieży. Chcesz wstąpić do dominikanów? Powinieneś robić w Kościele karierę, a nie wstępować do obdartusów”.
– Dominik zrozumiał, że aby dotrzeć do ludzi z wiarygodnym przekazem, musi stać się żebrakiem. Ruszył w świat o żebraczym chlebie. Akcentował ubóstwo ewangeliczne, nie socjalne!
Tak mówi w wywiadzie opublikowanym w „Gościu Niedzielnym” kapucyn o. Jan Marcin Kania, który wraz z kilkoma braćmi, za zgodą przełożonych, żyje wraz z biednymi ludźmi w śląskim familoku i utrzymuje się z żebrania. Chodzi po domach, mówi o Chrystusie i daje o Nim świadectwo swoim sposobem życia.
Zagadnienie to, jak mi się wydaje, nabiera obecnie kluczowego znaczenia. Ludzie w Europie w szybkim tempie ubożeją, a jednocześnie są wyjątkowo wyczuleni na autentyczność świadectwa kapłanów i w ogóle ludzi Kościoła – autentyczność, tzn. zgodność życia z wypowiadanymi słowami.
Nie jest moim celem publiczne wyzłośliwianie się wobec dominikanów; publikuję ten post, bo mam poczucie, że kwestia ubóstwa będzie w nadchodzących latach głównym (oprócz innych znaków wierności charyzmatowi: noszenia habitu w miejscach publicznych oraz pobożnej i pełnej czci liturgii) elementem weryfikującym w oczach ludzi wiarygodność synów świętego Dominika. Nie tylko w Europie zresztą; jeszcze gorzej jest w takich krajach jak Trynidad czy Ukraina, gdzie klasztory dominikańskie to luksusowo wykończone budynki chronione przez wysokie mury, kamery i ochroniarzy, stojące wśród biednych chat czy obszarpanych, zrujnowanych bloków, dających schronienie nad głową miejscowym.
Jednak w wypadku ubóstwa ewangelicznego nie chodzi o żebranie dla samego żebrania. Jest ono (i związane z nim życie z dnia na dzień, w całkowitej zależności od Boga) niezbędnym warunkiem skutecznego głoszenia Jezusa i Jego Królestwa. Wypowiedź ojca Kani dlatego jest tak cenna, że zdołał on to przekonująco powiązać. Historia pokazała, że jest to prawda; powołani do głoszenia niezmiennie od wieków usiłują tej niewygodnej prawdy nie zauważać, a ona złośliwie wciąż wyłazi na wierzch jak śmieci spod dywanu. Wiemy o tym dobrze wszyscy, którzy na co dzień stykamy się z dominikanami: Jak trudno jest braciom oderwać się od swojej celki, salki i zakrystii, i wyruszyć w świat zewnętrzny, do ludzi, do których trzeba się z Chrystusem pofatygować, bo do kościoła sami nie przyjdą. (Zwłaszcza gdy trzeba zejść do lokalizacji mniej prestiżowych niż uniwersytet czy studio telewizyjne). Niby związku logicznego w tym nie ma, ale jakoś ta celka ze sprzętem grającym i salka z luksusowym ekspresem do kawy trzyma jak na gumce.
Wiadomo, że nie da się utrzymać z żebrania objętych ochroną konserwatorską, starych kościołów i klasztorów, które są faktycznie dobrem historycznym i kulturowym całego narodu i cały naród powinien je moim zdaniem utrzymywać. I nie o to chodzi. Chodzi o to, że doświadczenie życia w braku pewności jutra, ze świadomością, że jeśli się nie uprosi dzisiaj jedzenia, to jutro będzie się głodnym, jest niezbędne dla każdego głosiciela Ewangelii. Wiem zresztą, że niektórym dominikanom sytuacja obecnej sytości i pełnego zabezpieczenia przeszkadza i widzą w niej zagrożenie dla swojego życia zakonnego. Może więc dominikanie pójdą śladem kapucynów i polska prowincja powoła dom, który będzie żył z żebrania? I będzie tam regularnie posyłać kolejnych braci, przynajmniej tych, którzy się na to zgodzą?
Potrzeba nowego Dominika.

Ps. Potwierdzeniem moich intuicji są także odpowiedzi, jakie przyszły na konkurs „Po co nam dzisiaj ryt dominikański?”, ogłoszony przez portal rytdominikanski.pl. Można się z nimi zapoznać tutaj. O przyczynach ogłoszenia konkursu pisze Tomasz Dekert na portalu Liturgia.pl.

Ilustracja pochodzi z antykatolickiego bloga Armanda Ryfińskiego, posła Ruchu Palikota; komentarz zapewne od anonimowego internauty, który wrzucił ten demot na demotywatory.pl; samo zdjęcie wydaje się autentyczne.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Prostaczek

Obchodzimy dzisiaj święto św. Tomasza z Akwinu. Choć normalnie przypada inna Ewangelia, jednak o godz. 12 u dominikanów krakowskich odczytano następujący fragment:
»Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.«
Myślę sobie, że paradoksalnie to właśnie ta Mateuszowa perykopa (a nie ta, którą należało odczytać, czyli o soli ziemi i świetle świata) najlepiej pasuje do patrona dzisiejszego dnia. Tomaszowi robi się wielką krzywdę, przedstawiając go jako superwybitny umysł fruwający w przestworzach intelektu niedostępnych zwykłym śmiertelnikom, takim jak my. W rzeczywistości jego pisma są proste i łopatologiczne. Kojarzą mi się z żydowskimi dowcipami: „Po pierwsze, po drugie, po trzecie” czy też „Zawsze są dwa wyjścia. Jeśli to... to są dwa wyjścia. Jeśli tamto... to też są dwa wyjścia”. Drobiazgowe jak u żydowskiego sklepikarza krajanie szabasowego śledzia na kolejno konsumowane kawałeczki, wiązanie zdań w łańcuchy logiczne jak pęta sznurowadeł... W dzisiejszej epoce postmodernistycznego chaosu taki sposób prezentacji myśli może śmieszyć lub irytować, lecz w rzeczywistości jest najskuteczniejszym sposobem udostępniania treści obywatelom powoli i nie nazbyt lotnie myślącym. Tak myśli prostaczek, który pisze dla prostaczków.
Oczywiście prostaczek to oświecony. Ten intelekt dlatego działa tak sprawnie, że jest bezustannie oświetlany kontemplacją Boga. Tomasz był przede wszystkim mistykiem, który ciągle się modlił. Również uprawianie myślenia o Bogu (nieważne, teologicznego czy filozoficznego, taki oświeceniowo-pozytywistyczny redukcjonizm metodologiczny byłby dla niego niedorzecznością) było dla niego modlitwą. Inaczej niż dla dzisiejszych teologów, niestety także tomistycznych, którzy mówią, że modlitwa to jedno, a studium teologii drugie. Intelekt nie oświecany modlitwą kończy z reguły jak najgorzej i nie jest chyba przypadkiem, że tyle zrzuconych habitów i sutann u wybitnych niegdyś teologów. Ale żeby to zrozumieć, trzeba być prostaczkiem.
Jeśli wydaje Ci się, że pisanina świętego Tomasza jest dla Ciebie za trudna, to znaczy, że jest ona właśnie dla Ciebie.

wtorek, 1 stycznia 2013

Jest Papież? Jest impreza!


Jak widzimy na zdjęciu, papież Benedykt XVI dołączył do wesołego witania przez nas wszystkich Nowego Roku 2013. To zdjęcie wykonane przez służbę fotograficzną „l’Osservatore Romano” pojawiło się w Internecie o północy i wywołało entuzjazm: „Jest Papież? Jest impreza! Prosit Neujahr!”. Co ciekawe, pojawił się też głos potępiający („To oni...piją??????”). To purytańskie zgorszenie spotkało się z natychmiastową ripostą prawowiernego katolika: „To katolicki papież”.
Istotnie — nie zapominajmy, że chrześcijaństwo jest religią radości. Bóg stworzył ludzi dla szczęścia, a Chrystus odkupił, by przywrócić im wolność, godność i wieczne szczęście w niebie. To grzech powoduje cierpienie, smutek i rozpacz. Im mniej grzechu w naszym życiu, tym więcej pokoju, radości i nadziei. I ortodoksyjny katolicyzm dobrze o tym pamięta. Jak czytamy w Dziejach Apostolskich, świadkowie zesłania Ducha Świętego na uczniów Jezusa komentowali złośliwie: „Upili się młodym winem!”. A święty Tomasz z Akwinu bystro zauważył, że cnota nie polega na bolesnym i trudnym przezwyciężaniu siebie, lecz na tym, że dobre postępowanie idzie nam łatwo oraz sprawia radość i przyjemność!
Super jest być katolikiem! :)
A zatem na cały rok 2013 życzmy sobie szampańskiej radości i mnóstwa przyjemności z dobrego postępowania! :D

PS. Autor Kroniki Novus Ordo, od którego zapożyczyłam zdjęcie i hasło, prosi: „Pomódlmy się o kolejne 365 dni przeżyte z Benedyktem XVI”. Przyłączam się: módlmy się za naszego papieża, byśmy mogli cieszyć się jego zarazem ortodoksyjnym i radosnym przeżywaniem wiary jak najdłużej!