środa, 1 października 2014

Św. Teresa o złych kapłanach

Dzisiaj obchodzimy wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus — dziewicy, zakonnicy, doktora Kościoła. Wiele osób ma ugrzeczniony, zinfantylizowany wizerunek św. Teresy. Inni z kolei są świadomi jej głębi duchowej i wielkiej mądrości teologicznej, natomiast uważają, że jako mieszkająca najpierw w świętej rodzinie i internacie zakonnym, a od 15. roku życia w klauzurowym klasztorze, była oderwana od świata i jego brudu. W rzeczywistości Teresa świetnie orientowała się w brudach tego świata, a co więcej, także brudach Kościoła. Najważniejszym powołaniem karmelitanek bosych było modlić się za kapłanów. Takie zadanie dała im św. Teresa Wielka, która na własne oczy oglądała wiele zła w Kościele. Jej listy, Księga życia i Księga fundacji to nie są lektury dla osób łatwo się gorszących, które nie chcą utracić swojej naiwnej wiary w Kościół.
Jeśli myślimy, że niegodziwości, oziębłość, zeświecczenie, zdrada, łamanie prawa kościelnego i moralnego oraz podżeganie do herezji przez kapłanów katolickich to wynalazki reformatorów posoborowych, to bardzo się mylimy. Wiadomości o tego rodzaju godnych pożałowania postępkach regularnie dochodziły za kraty klasztoru w Lisieux i żadna z sióstr naiwnej świętoszki nie udawała. Wiedziały o tych faktach doskonale — i reagowały na nie właściwie, tzn. bezustanną modlitwą, niezliczonymi wyrzeczeniami na każdym kroku i ofiarą z własnego życia w intencji ich nawrócenia.
Mamy prawo być zgorszeni, gdy czytamy, co obecnie wyprawiają niektórzy kapłani, a nawet kardynałowie. W Polsce nazwiska kilku kapłanów i zakonników, którzy sprzeniewierzyli się Kościołowi, wstępując de facto w szeregi radykalnej i laksystycznej moralnie lewicy laickiej, bezlitośnie zwalczającej Kościół i religię, powtarzają się w środkach przekazu tak często, że wszyscy znają je na pamięć i zachodzą w głowę, dlaczego ich przełożeni wciąż nie reagują (albo dlaczego tak późno). Mamy prawo być zgorszeni, mamy prawo się burzyć przeciw milczącemu przyzwalaniu władz kościelnych na niszczenie przez złych kapłanów Kościoła i zabijanie dusz wiernych świeckich niszczeniem ich wiary swoim złym przykładem. Ale reagujmy tak, jak św. Teresa i jej siostry. Co ja dziś zrobiłam, żeby publiczny gorszyciel, ksiądz L..., G..., B..., D..., się nawrócił? Ile się modliłam, czego się wyrzekłam, w jaki sposób umarłam sobie w ofierze na jego intencję?
Zamieszczam dwa fragmenty z listów św. Teresy do jej siostry Celiny (później matki Genowefy), w których pokazuje ona bardzo wyraźnie, jak wstrząsające skutki pociąga za sobą zło popełniane przez kapłanów, i jak konieczna jest gorliwa modlitwa o ich nawrócenie. Zatrzymajmy się nad tymi tekstami — i my, świeccy, a przede wszystkim kapłani, którzy czytają ten post.

Celino, podczas tych KRÓTKICH CHWIL pozostawionych nam jeszcze, nie traćmy czasu... zbawiajmy dusze... dusze „giną jak płatki śniegu”, Jezus płacze, a my... a my myślimy o własnych cierpieniach, zamiast pocieszać naszego Oblubieńca! och! Celino moja, żyjmy dla dusz, bądźmy apostołkami, ratujmy zwłaszcza dusze kapłanów, one powinny być przezroczystsze od kryształu... Niestety! iluż złych księży, księży, którzy nie są dostatecznie święci! Módlmy się, cierpmy za nich, a Jezus w dniu ostatecznym jakże będzie wdzięczny. Damy Mu dusze!

Celino kochana, zawsze to samo Ci mówię: ach! módlmy się za kapłanów... każdy dzień wykazuje, jak niewielu Jezus ma przyjaciół. Zdaje mi się, że właśnie niewdzięczność odczuwa On najdotkliwiej. Zwłaszcza gdy widzi, że dusze Jemu poświęcone oddają innym serce, które należy do Niego w tak absolutny sposób.

Rozważania na portalu Stacja 7

Od kilku miesięcy portal Stacja 7 publikuje moje rozważania biblijne. Ukazują się one pod adresem komentarze.twojabiblia.pl w dwóch działach: Medytacje i Do wykucia (dostępnych po najechaniu na menu „Biblia na co dzień”).
Oto niektóre z nich:
Prawda i Istina
Gdzie ład, tam pożytek
Pan liczy
Obraz wieczności
Wyginęły zwierzęta i ptaki
Niech użycza z dóbr
Wytrwałość albo śmierć

A przez cały październik na portalu Stacja 7 będą ukazywać się moje rozważania różańcowe. Dzisiaj ukazało się pierwsze, poświęcone tajemnicy Zwiastowania:
Błogosławiona, która uwierzyła

Zachęcam do lektury i modlitwy. Proszę także o przekazywanie tej informacji dalej :)

poniedziałek, 29 września 2014

W obronie naturalnej żywności

Nie pisałam o tym do tej pory, więc najwyższy czas nadrobić: wśród moich zainteresowań poczesne miejsce zajmuje kwestia naturalnego żywienia oraz szerzej, zdrowego trybu życia. Tak, tak, te wszystkie rady, żeby nie jeść wysoko przetworzonej żywności zawierającej chemikalia i konserwanty, nie faszerować się trującymi i uzależniającymi lekarstwami, gdy nie można zasnąć, tylko wyłączyć dwie godziny wcześniej komputery i telewizory i przejść się na spacer, itd., itp.
Kiedyś uważałam to za głupoty, ale potem zmusił mnie do stosowania tych zasad pogarszający się stan zdrowia i wtedy przekonałam się, że to wszystko naprawdę ma sens.
Do tego dochodzi kwestia niszczenia naszej gospodarki i środowiska naturalnego przez globalne korporacje mające na celu wyłącznie własny zysk, wywierające przemożny wpływ na rządy i polityków, i załatwiające dla siebie ułatwienia finansowe i korzystne przepisy, ze stratą dla gospodarki i społeczeństw tych państw (pracowałam przez kilkanaście lat dla korporacji amerykańskich i wiem coś nie coś, jak to wygląda).
O wielu z tych rzeczy mowa jest w petycji, którą zamieszczam. Autorka tłumaczy rzecz lepiej, niż ja bym potrafiła, więc zamiast próbować ją nieudolnie naśladować, publikuję samą petycję.
Uważam, że to wszystko wiąże się w jakiś sposób z wiarą. W jaki, pisuje m.in. o. Stanisław Jaromi, franciszkanin, oraz ruch chrześcijańskich ekologów: http://swietostworzenia.pl/.

W obronie naturalnego pożywienia


Szanowny Czytelniku,

koncerny spożywcze zapewniają w reklamach, że dzięki ich produktom będziesz zdrowszy i szczęśliwszy. Jednak prawda jest inna: w tych produktach większość zdrowych i naturalnych składników została zastąpiona szkodliwymi substancjami chemicznymi.

Weźmy na przykład parówki. Oprócz mięsa, zmielonych skór i tłuszczu znajdziesz w nich szereg konserwantów, wzmacniaczy smaków i zagęstników, takich jak: azotyn sodu E250, azotyn potasu E249, guma konjac E425, skrobia modyfikowana E 1404, inozynian disodowy E 631 czy glutaminian sodu E 621.

Substancje te są potencjalnie rakotwórcze. Wywołują też pokrzywkę, astmę, reakcje alergiczne i migreny. Mogą również podrażniać przewód pokarmowy i oddechowy.

Czy wiesz o tym, że do gotowej pizzy czy zapiekanek zamiast żółtego sera dodaje się ser analogowy? Składa się on z wody, tłuszczów roślinnych, substancji aromatycznych, barwników oraz polepszaczy. Nie ma w nim odrobiny mleka! Oczywiście jest on o wiele tańszy od naturalnego.

Takich przykładów jest o wiele, wiele więcej.

W mięsie jest coraz mniej mięsa, ponieważ jest ono pełne chemii. Dosłownie!

Wędzone wędliny nie są już wędzone dymem pochodzącym ze spalania drewna liściastego, lecz koncentratem dymu wędzarniczego w postaci płynu, który wstrzykuje się do mięsa. Po takim procesie waga gotowej szynki zamiast maleć – jak przy tradycyjnym wędzeniu – wzrasta, ku uciesze producentów.

Nawet owoce i warzywa nie są już tak zdrowe jak kiedyś. Podczas wzrostu wielokrotnie spryskuje się je pestycydami, a po zbiorze – substancjami konserwującymi, aby na dłużej zachowały świeżość i atrakcyjny wygląd. Substancje te są rakotwórcze, mutagenne i mogą prowadzić do wad rozwojowych.

Jedynym ratunkiem, aby zdrowo się odżywiać jest powrót do produktów naturalnych, które możesz kupić na przykład bezpośrednio od zaufanych rolników i drobnych wytwórców.

Tylko dzięki takiemu zdrowemu pożywieniu możesz zapewnić organizmowi prawidłowy rozwój i uniknąć wielu chorób cywilizacyjnych.

Na szczęście żywność kupowana na bazarkach czy rynkach cieszy się nadal ogromną popularnością. Lokalni rolnicy oferują na nich wiele tanich i zdrowych przysmaków.
Koniec z tradycyjną żywnością?

I tu sielanka się kończy.

Wyobraź teraz sobie, że sprzedaż takich produktów bezpośrednio przez wytwarzających je rolników jest zakazana. Że już nigdy nie kupisz świeżego mleka, powideł domowych czy wędzonej kiełbasy wprost od drobnego wytwórcy.

W takiej sytuacji pozostanie Ci już tylko żywność pełna chemii, która prędzej czy później zrujnuje zdrowie Twoje i Twoich najbliższych. Albo drogie sklepy ekologiczne, w których sprzedawane są produkty nie koniecznie z Polski. Jeśli nie masz warunków, aby samemu uprawiać warzywa i owoce oraz hodować zwierzęta, to nie będziesz mieć wyboru!

Okazuje się, że zgodnie z obowiązującym obecnie prawem (Rozporządzenie Komisji Europejskiej WE 852/2004 w sprawie higieny środków spożywczych, Sprzedaż bezpośrednia – Rozporządzenie 1393 Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Warunki działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej (MOL) – Rozporządzenie 753 Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi) nie możesz kupić bezpośrednio od rolnika-wytwórcy, który nie prowadzi firmy, takich produktów jak:

dżemy, konfitury, soki;
przetwory domowe, przeciery;
mąki, kasze;
mięsa surowe (poza drobiem, zajęczakami i dziczyzną);
wędliny, pasztety;
oleje;
przetwory mleczne;
domowy chleb;
domowe nalewki, cydry, wina.

Prawo, które wydaje się zbyt absurdalne, aby zostało wprowadzone w życie, zawitało do naszego kraju.

W innych krajach istnieją ułatwienia

Warto zaznaczyć, że w zdecydowanej większości krajów Unii Europejskiej, jak np. we Francji, Słowacji, Włoszech czy Hiszpanii, takie wyroby są legalne! Istnieją tam wręcz ułatwienia dla rolników: prawne, proceduralne i finansowe, wspierające taką działalność.

Jest to korzystne również dla nas, konsumentów, ze względu na niższą cenę produktów kupowanych bezpośrednio od rolników, ich świeżość i o wiele wyższą jakość.

Rolnicy posiadający małe gospodarstwa, często mają przecież nadwyżki produkcyjne. Na przykład ktoś handlujący świeżymi truskawkami, nadwyżki owoców przerabia na konfitury, aby potem je sprzedać. Jest to logiczne!

Ale według dzisiejszego prawa takie działanie jest już nielegalne. Co więcej, usunięcie szypułek z truskawek również zalicza się do żywności przetworzonej – czyli nielegalnej w sprzedaży bezpośredniej.

Jednocześnie sprzedaż z pierwszej ręki wszystkich produktów żywnościowych – czy to płodów rolnych, czy przetworów owocowych, czy zwierzęcych – jest prowadzona powszechnie w szarej strefie.

Jest to nie do pomyślenia!

To co kiedyś wydawało się normalne, teraz jest nielegalne w związku z restrykcyjnymi przepisami sanitarno-epidemiologicznymi.

Oczywiście wszystko jest zrobione w celu ochrony konsumentów. Według urzędników sprzedawana żywność pełna konserwantów jest zdrowa i bezpieczna, natomiast wyroby domowe już nie.

Mało tego, spędzając wakacje w gospodarstwie agroturystycznym, możesz skosztować przetworów wytwórstwa właściciela, natomiast kupić ich legalnie już nie.

Czy nie jest to absurdalne?

Jeśli prawo nie zostanie zmienione, możesz zacząć się żegnać z prawdziwym wiejskim chlebem na zakwasie, rozpływającym się w ustach twarogiem, aromatyczną kiełbasą czy zdrowym sokiem owocowym.

Obecnie rolnicy mogą promować lokalne produkty spożywcze tylko wtedy, gdy mają specjalny certyfikat unijny. Jednak jego uzyskanie jest bardzo trudne i czasochłonne. Dlatego z tysięcy polskich, naturalnych smakołyków tylko 36 może być sprzedawanych legalnie!

Specjalna petycja do Ministra Rolnictwa

Instytut Ochrony Zdrowia Naturalnego przygotował specjalną petycję w obronie prawa dostępu do naturalnego pożywienia.

Uważamy, że te absurdalne na pozór przepisy zostały wymyślone tylko po to, aby jeszcze bardziej wzmocnić koncerny spożywcze, a uprzykrzyć życie konsumentom i właścicielom małych gospodarstw. Aby móc produkować żywność przetworzoną, np. dżemy czy sery rolnik musiałby otworzyć zakład produkcyjny, a to nie byłoby wówczas dla niego w ogóle opłacalne.

Dziś tylko duże firmy mogą legalnie produkować takie przetwory, które potem trafiają do sklepów na półki z ekożywnością. A ich ceny mrożą krew w żyłach...

Na skutek narzucenia rolnikom tak restrykcyjnych przepisów jak obecne, wkrótce przestaną być dostępne produkty przystępne cenowo i pochodzące z małych gospodarstw.

To, co kiedyś było tanie i powszechnie dostępne, teraz jest drogie, mało dostępne a do tego nielegalne!

Jeśli Tobie także zależy na tej sprawie, wspomóż nas w działaniach, abyśmy mieli szansę odżywiać się zdrowo i naturalnie. Podpisz tę petycję, bo masz wpływ na zmianę sytuacji!

Nasze postulaty

1. Apelujemy, aby regulacje prawne były dostosowane dla mikrogospodarstw, małych przedsiębiorców i właścicieli gospodarstw.

2. Wzorując się na innych krajach Unii Europejskiej domagamy się, aby sprzedaż bezpośrednia produktów nieprzetworzonych i przetworzonych przez rolników była legalna (w określonych ilościach).

3. Wspieramy każdą inicjatywę, która doprowadzi do tego, że żywność lokalna pochodząca z naszego kraju – która jest naszą chlubą – będzie zawsze LEGALNA!

4. Apelujemy o kupowanie produktów bezpośrednio od lokalnych rolników – w ten sposób wyrazisz czynne poparcie dla inicjatywy dążącej do zalegalizowania bezpośredniej sprzedaży żywności lokalnej.

Wykonaj ten gest i zostaw swój podpis pod tą ważną petycją.

Po podpisaniu petycji przekaż tę wiadomość wszystkim swoim znajomym.

Powiedz im, że trzeba działać! Nie ma czasu do stracenia!

Z góry dziękuję,

Faustyna Guzowska
Instytut Ochrony Zdrowia Naturalnego
kontakt@iozn.pl



piątek, 26 września 2014

Ireneusz Dudek o swojej wierze

Podziwiam ludzi, którzy potrafią osiągnąć taką mądrość życiową i dojrzałość wiary, często w naprawdę niesprzyjających skupieniu duchowemu zawodach i środowiskach. Mimo narastających szyderstw i ataków wobec katolików coraz więcej znanych osób odważa się jawnie świadczyć o swojej wierze. Wciąż mnie to zaskakuje, bo w stosunku do mojego dzieciństwa za komuny jest to ogromna zmiana. Wtedy obowiązywała zmowa milczenia. Szacun dla Shakin'a Dudi.

Irek Dudek: dźwigam swój krzyż z uśmiechem (Onet)


Nie sposób tu nie przypomnieć przejmującego „Bluesa dla Dorotki”. Jak Panu udało się poradzić z przedwczesną śmiercią córki?

Przede wszystkim pomógł Bóg. Jestem bardzo wierzącym katolikiem. Podobnie zresztą jak cała moja rodzina. Otrzymałem wiarę od rodziców — i gdyby nie wiara, pewnie bym się wtedy załamał. Bo inaczej jest, kiedy odchodzą rodzice, to jest coś naturalnego, a inaczej — kiedy umiera dziecko. Tym bardziej że śmierć Dorotki była dla nas zaskoczeniem. Ona była chora od urodzenia, ale my o tym nie wiedzieliśmy. Może na szczęście — bo dzięki temu osiem lat z Dorotką były świetne. Kiedy niedawno stanąłem nad jej grobem – uświadomiłem sobie, że kiedyś kres przyjedzie też na mnie. To było coś nowego, bo wcześniej jakoś o tym nie myślałem. Na tym polega fenomen ludzkiego życia zaplanowanego przez Boga — że mimo świadomości śmierci, nikt się nad tym nie zastanawia i nie załamuje się tym. „Czyńcie sobie ziemię poddaną” – powiedział Bóg i to oznacza, że trzeba pracować i realizować się na tym świecie, ale szukać szczęścia wiekuistego.

No właśnie: kiedyś powiedział Pan: „Chcę sobie zasłużyć na zbawienie”. A jak wiemy z własnego doświadczenia – to nie jest wcale takie łatwe. Co dla Pana jest największą przeszkodą na tej drodze?

Człowiek rodzi się z piętnem grzechu pierworodnego. I on zawsze daje o sobie znać. Dopiero, gdy zdamy sobie z tego sprawę, że jesteśmy istotami grzesznymi, możemy zacząć z tym walczyć i nad tym pracować. Chodzę więc do spowiedzi i przystępuję do sakramentów. Gorzej by było, gdybym mówił: „A z czego ja się mam spowiadać?". To byłoby poważne niebezpieczeństwo. Zresztą tak samo jest w muzyce — mam przestać ćwiczyć, bo jestem już takim wspaniałym muzykiem, że tego nie potrzebuję? Nie — cały czas trzeba pracować. Dlatego wstaję codziennie rano, modlę się, a potem wykonuję swoje obowiązki. Wieczorem z kolei robię sobie mały rachunek sumienia – i wtedy wyskakują te małe grzeszki. Bardzo istotnym jest, aby na nie zwracać uwagę. Bo jak się je zlekceważy, to nawet się nie spostrzeżemy, kiedy przerodzą się w wielkie. [...]

Polski blues był kiedyś mocno nasiąknięty alkoholem i narkotykami — wystarczy choćby przypomnieć przypadek Ryśka Riedla. Jak Panu udało się uniknąć tych zagrożeń?

Kiedy zdecydowałem się na ślub kościelny z dziewczyną, z którą chciałem być do końca życia, przysiągłem jej, że nigdy nie wezmę do ust alkoholu. I tak już jest ponad dwadzieścia lat. Znam bowiem swoją żonę — jeśli znowu zacząłbym pić i rozrabiać, odeszłaby ode mnie. A dla mnie rozwód to wielki grzech. „Co związał Bóg na ziemi, będzie związane i w niebie” — to ważna zasada. Czyli paradoksalnie – znów wiara mi pomogła.

Całość: http://muzyka.onet.pl/koncerty/irek-dudek-dzwigam-swoj-krzyz-z-usmiechem

piątek, 15 sierpnia 2014

Moje ulubione święto :)


Matko Niebieskiego Pana,
Ślicznaś i Niepokalana,
Jakie wieki, czas daleki;
Czas nie mały, i świat cały
Nie słyszał.

Wszystkie skarby, co są w niebie,
Bóg wydał Panno dla Ciebie:
Jak bogata z słońca szata,
Z gwiazd korona upleciona
Na głowie.

Miesiąc swe ogniste rogi
Skłonił pod Twe święte nogi;
Gwiazdy wszystkie asystują,
Bo królową w niebie czują
Nad sobą.

Przez Twą poważną przyczynę,
Niech nam Bóg odpuści winę.
Uproś pokój, Panno święta,
Boś bez zmazy jest poczęta
Maryjo!

Do Ciebie się uciekamy,
Twej łaski świętej błagamy,
Rozbrój gniew Syna Swojego,
By nie karał ludu swego
Maryjo!

Wszak tylko za Twą przyczyną
Kary za grzechy przeminą!
Przedstaw pokutę Synowi,
Naszemu Zbawicielowi
O Matko!

sobota, 9 sierpnia 2014

Żeńskie oddziały specjalne


Myśli zawarte w tym tekście były pierwotnie wypowiedziami w dyskusji na FB, ale pomyślałam, że warto je uporządkować i tu opublikować.
Najpierw komentarz do infografiki, od której ta dyskusja się zaczęła. Wiem, z racji zawodowych, jak wyglądał kryzys zakonów w XVI wieku. Rozprzężenie powodowało brak powołań, odejścia i wymieranie, natomiast przywrócenie pierwotnych, a przynajmniej surowych i autentycznych obserwancji zakonnych — zawsze po ciężkiej walce wytaczanej przez współzakonników zeświecczonych, pardon: „humanistycznych” i „nowoczesnych” — napływ tłumów cisnących się za kratę. Tak było nie tylko z karmelitami bosymi obu płci (casus najsławniejszy), ale i np. z naszą polską reformą chełmińską benedyktynek. Teresa od Jezusa musiała odmawiać bardzo dobrym kandydatkom, bo nie mogła ich przyjąć, Magdalena Mortęska nie miała gdzie umieścić swoich mniszek. Jak się jezuici rozrastali na początku — wiadomo. I gdzie nie spojrzeć, tak jest. Także w przypadku dominikanów w XIII wieku, w porównaniu z wcześniejszymi, spasionymi już zakonami, tak było. Po prostu te same procesy uruchamiają się w tych samych okolicznościach.
A obecny czas w Kościele, ostatnie 50 lat, coraz bardziej i bardziej przypomina mi wiek XVI (znaczy raczej jego pierwszą połowę...); im głębiej siedzę w tych sprawach liturgicznych i duchowościowo-zakonnych, tym bardziej. Upadły człowiek ciągle chce naraz mieć ciastko i je zjeść — nawet jeśli widzi, że jego bicie głową w mur nie działa i już. Efekty są takie jak w przypadku nieszczęsnych franciszkanów Niepokalanej. Nihil novi sub sole. Myślę, że w ich wypadku konflikt o ryt był tylko pretekstem, a chodziło naprawdę o to, że nic tak bardzo nie wkurza zdemoralizowanego, spasłego i rozleniwiałego zakonnika jak jego chudy, ascetyczny, gorliwie zachowujący obserwancje zakonne współbrat. Podobnie jak nic tak nie wkurza pijącego alkoholika, jak spotkanie alkoholika trzeźwiejącego. Jestem pewna, na podstawie doświadczeń z historii Kościoła, że w końcowym rozrachunku zachowujący obserwancje franciszkanie Niepokalanej okażą się zwycięzcami. Nawet jeśli będą musieli założyć nowy zakon. Ale prędzej czy później skończy się cichym przyznaniem „reformatorów” do winy i beatyfikacjami.
Teraz, szerzej, kwestia żeńskich zakonów czynnych. Moim zdaniem obserwowany w ostatnim 50-leciu gwałtowny spadek liczby powołań do tych instytutów zakonnych ma głębsze przyczyny niż tylko „deforma” posoborowa, zeświecczenie itp. zjawiska cyklicznie występujące w historii. Spójrzmy na dzieje tego typu zgromadzeń.
Samo zjawisko kobiet opiekujących się chorymi, biednymi, uczących dzieci itp. istniało zapewne „od zawsze”. Tego rodzaju „zakonem czynnym” były np. mantellatae, do których należała Katarzyna Sieneńska. Jeszcze w XIV wieku w wielu klasztorach żeńskich nie było ścisłej klauzury, a nawet w XVI wieku siostry często wychodziły na miasto z wielu różnych przyczyn. Jednakże zarówno w XIV, jak i XVI wieku skarżono się, że to rozbija życie zakonne i duchowe, uniemożliwiając skupienie (bł. Henryk Suzo, św. Teresa od Jezusa). Po soborze trydenckim św. Franciszek Salezy bez powodzenia usiłował zorganizować wizytki jako taki zakon, ale udało się dopiero Wincentemu a Paulo (szarytki). Pełne uznanie żeńskich zakonów czynnych jako takich to dopiero wiek XIX. Owszem, także wcześniej pobożne kobiety, często mieszkające razem i składające ślub czystości, zajmowały się opieką nad chorymi, uczeniem dzieci itp., ale nie uważano ich zgromadzeń za zakony, bo to wymagało klauzury i spełnienia innych wymogów prawnych i faktycznych.
Oczywiście mniszki często prowadziły w swoich klasztorach szkoły, szpitale, przytułki itp. Np. benedyktynki staniąteckie prowadziły elitarną szkołę dla dziewcząt, dopóki komuna jej nie zamknęła. Nigdy nie było tak, że mniszki mają się tylko modlić. Poza tym przy klasztorach mniszych mieszkały często „posłusznice” i również one zajmowały się takimi rzeczami w imieniu klasztoru. Jednak uznanie, że istnieją żeńskie zakony, które z założenia mają się zajmować czynną pracą charytatywną i społeczną, wychodzić z klasztoru itp., jest stosunkowo niedawne. Spowodowane to było okolicznościami zewnętrznymi, takimi jak prześladowania Kościoła, pogorszenie się sytuacji społecznej po rewolucji francuskiej oraz rewolucji przemysłowej, a nawet tak prozaicznym czynnikiem, jak zwiększenie bezpieczeństwa, przynajmniej w miastach, tak że w drugiej połowie XIX wieku kobiety mogły już normalnie same chodzić po ulicach, co wcześniej było nie do pomyślenia z zupełnie racjonalnych przyczyn.
Dlatego osobiście uważam zakony czynne za swego rodzaju „produkt” rewolucji przemysłowej — nie ma w tym nic lekceważącego, założyciele zakonów zawsze starają się odpowiadać na aktualne zapotrzebowania ludzi, wśród których żyją, to normalne i godne pochwały — i nie uznaję za przypadek tego, iż to na nie przypada obecnie najgłębszy kryzys powołań, podczas gdy mniszki lepiej się przed nim bronią. Po prostu służba zdrowia jest, przedszkola są, szkoły są, emerytury są... Oczywiście, kiedy zajmują się tym zakonnice, to jest lepiej. Ale nie jest tak, że są one JEDYNYM ratunkiem, istnieje bowiem alternatywa państwowa czy świeckiego sektora pozarządowego. A z drugiej strony, nie trzeba dziś iść do zakonu, jeśli chce się pracować w tego rodzaju zawodach. Można to czynić, żyjąc w małżeństwie, podczas gdy jeszcze sto lat temu było to praktycznie wykluczone. Dlatego prognozuję, że jeśli tylko systemy zabezpieczenia socjalnego całkiem nie padną, to w ciągu jakichś 50 lat obecna olbrzymia przewaga liczbowa zakonów czynnych nad mniszkami — sytuacja powstała zaledwie sto kilkadziesiąt lat temu — zaniknie.
Pojawia się za to inne, bardzo interesujące zjawisko, będące nowością w historii Kościoła: siostry czynne zajmujące się nie pracą socjalną, lecz aktywnym głoszeniem Słowa. Jest to skutek przemian obyczajowych ostatnich dziesiątków lat.
Dawniej praca misyjna kobiet mogła polegać wyłącznie na modlitwie za misjonarzy. Św. Dominik i bł. Jordan z Saksonii takie zadanie przeznaczyli specjalnie powołanym w tym celu mniszkom dominikańskim; oprócz tego na początku miały one jeszcze przyjmować wędrujących braci na noclegi, opierać ich, karmić itd. Dokładnie ten sam wniosek można wyciągnąć z kilkaset lat późniejszej korespondencji św. Teresy od Dzieciątka Jezus z księżmi misjonarzami Roulland i Bellière, jej duchowymi braćmi. A dzisiaj, o tempora, o mores :), kobiety zaczynają (poza kontekstem liturgicznym) głosić Słowo na równi z mężczyznami. Robią doktoraty z teologii, głoszą rekolekcje itd. I nie dziwię się, jeśli już wkrótce zaczną na szerszą skalę powstawać nowe zakony z takim właśnie charyzmatem (Rodzina Dominikańska aż się prosi o taki zakon), a stare czynne zakony żeńskie częściowo do niego przeorbitują. W Polsce już zresztą mamy jeden taki zakon: jadwiżanki wawelskie.
Piszę to wszystko w święto św. Teresy Benedykty od Krzyża, Edyty Stein, filozofa, karmelitanki bosej i patronki Europy. Karmelitanki bose rulez, one zawsze będą miały powołania :) Ale i o innych mniszkach nie zapominajmy. Niestety, również środowiska aktywnie, konserwatywnie czy tradycyjnie katolickie zdaje się trapić choroba „singlostwa” — odwlekania w nieskończoność decyzji o konkretnym wyborze drogi życiowej zakon/małżeństwo. Owszem, dzisiejsza patronka pokazuje, że lepiej późno niż wcale. Ale akurat pod tym względem nie trzeba jej naśladować :) Dziewczyny, odważcie się podjąć tę decyzję już, zaraz. Potrzebujemy i nowych mniszek, i nowych zakonnic: opiekunek, nauczycielek, misjonarek i teologów — i matek rodzących dzieci.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Dzikość kobiety

Ignacy — geniusz! Dedykuję ten wpis wszystkim jezuitom z okazji uroczystości liturgicznej ich założyciela, jaka przypadła kilka dni temu :)

Z reguł rozeznawania duchów (Ćwiczenia duchowne nr 325):
„Reguła 12. Nieprzyjaciel w zachowaniu się podobny jest do kobiety, w tym mianowicie, że siły ma słabe, ale chęć szkodzenia mocną. Bo właściwością kobiety w czasie sprzeczki z jakimś mężczyzną jest tracić odwagę i uciekać, jeśli mężczyzna stawia jej dzielnie czoła; a przeciwnie, jeżeli mężczyzna zaczyna uciekać tracąc odwagę, wtedy gniew, mściwość i dzikość kobiety nie zna granic, ni miary”.

A już bardziej poważnie: Dzisiaj przypada 90. rocznica święceń kapłańskich Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego, jednocześnie 113. rocznica jego urodzin oraz imieniny. Pamiętajmy o dziękczynieniu Bogu za jego życie i działanie, jakie z łaski Opatrzności wspierały Polskę w chwili zagrożenia jej bytu przez komunizm, oraz o modlitwie o jego rychłą beatyfikację!

„Nie wystarczy w Boga wierzyć, trzeba jeszcze Bogu zawierzyć”.
„Zamiast oczekiwać na dobroć innych, sami napełniajmy codziennie życie dobrocią”.
„Nie musisz wszystkiego rozumieć, wystarczy, że kochasz wszystko, co Bóg daje”.
„Człowiek Boży zawsze budzi nadzieję! w ludziach smutnych, zgorzkniałych i zwątpiałych pogłębia wiarę w Bożą opatrzność”.