czwartek, 19 lutego 2015

Na dobry początek Wielkiego Postu

„Nie mów o człowieku, którego byś widziała pijanym, że to pijak; ani o tym, kto byłby przyłapany na cudzołóstwie, że to cudzołożnik; albo na kazirodztwie, że kazirodca – bo jeden upadek nie zasługuje jeszcze i na miano złoczyństwa. Słońce raz było stanęło dla zwycięstwa Jozuego i raz było zgasło na zwycięską śmierć naszego Zbawiciela – któż by jednak z tego powodu mówił, że słońce jest nieruchome i ciemne. Noe raz się był upił; a Lot raz jeden i drugi i w obu razach popełnił wielkie kazirodztwo – a jednak ani Noe nie był pijakiem, ani Lot nie był kazirodcą. I Święty Piotr nie był rozlewcą krwi, dlatego że jeden raz ciął w ucho Malchusa, ani bluźniercą, że jednej nocy trzy razy zaparł się Chrystusa. Dla zasłużenia sobie na imię jakiejś cnoty albo jakiegoś grzechu, trzeba znacznie już w tej cnocie postąpić albo nabyć już w tym grzechu wielkiego nałogu. Jest więc fałszem mówić o człowieku, że złośnik lub złodziej, gdy się go raz widziało w zagniewaniu albo na kradzieży”.
Św. Franciszek Salezy, Filotea, cz. III, rozdz. 29

„W tych trzech przypadkach twe usta pełne są mądrości i roztropności: gdy wyznajesz własne nieprawości, gdy wielbisz i dzięki składasz Panu, gdy przemawiasz ku zbudowaniu. Albowiem »sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami do zbawienia«. Jako też: »Na początku przemówienia człowiek sprawiedliwy oskarża sam siebie«. W połowie powinien wielbić Pana, a wreszcie – gdy starczy mądrości – także budować bliźniego”.
Św. Bernard z Clairvaux, Sermo de diversis nr 15

piątek, 23 stycznia 2015

Ciasteczko jedności

Często odkrywam, że moi znajomi są mądrzejsi ode mnie i potrafią lepiej oddać sprawę niż ja. W takich chwilach w ogóle nie chce mi się pisać, bo po co, skoro oni jakąś moją myśl wyrazili trafniej i umiejętniej. Za zgodą autorów publikuję dwie wypowiedzi z dyskusji o olewactwie liturgicznym, wywołanej profanacją Najświętszego Sakramentu podczas Mszy papieskiej w Manili.

Agnieszka Myszewska-Dekert:
W Kościele Katolickim, apostolskim Kościele Katolickim, Najświętszy Sakrament zawsze był otaczany czcią najwyższą. Nie istnieją „żadne względy duszpasterskie”, ani tłum, ani „brak czasu”, ani brak kapłanów czy szafarzy, które by usprawiedliwiały tak zorganizowaną obrazę Chrystusa. Kościół Katolicki będzie trwał, o ile będzie wierny, także w oddawaniu czci, Najświętszemu Sakramentowi. To dla Niego zostali ustanowieni kapłani i wokół Niego toczyło się zawsze życie Kościoła. Zamiana Eucharystii na „ciasteczko jedności” (dalsze protestanckie rozumienie liturgii) jest zagładą naszej wiary i właściwie jej śmiercią. Tak, Pan Jezus tego nie potrzebuje: ani piękna liturgii, ani naszej czci, ale to Mu się po prostu od nas należy. Co więcej — my tego potrzebujemy. Każdy, kto ma podstawowy szacunek do Najświętszego Sakramentu, kiedy już wyjdzie z kategorii „fajności” („Ale super, mogę wziąć Komunię na rękę! Ekstra! Co za bliskość!”) dojrzy głęboką niestosowność i destruktywność tego, co się wydarzyło (podobnie jak plastikowe kubeczki w czasie innej papieskiej mszy w Rio), kolejne przekroczenie granicy w desakralizacji tego co Najświętsze, tym bardziej niebezpieczne, że gros ludzi nie widzi problemu, że Najświętszy Sakrament staje się... problemem. Usuwa się Go z głównych ołtarzy, (by nie przeszkadzał ludziom zwiedzać kościołów, zamiast ich uczyć, jak się zachowuje w obecności Sakramentu; jakoś muzułmanie nie mają problemów, by wymagać zdjęcia butów od wszystkich przed wejściem do meczetu). Każde, już nie tylko konsekrowane dłonie mogą Go brać, już nie tylko w szczególnych okolicznościach, ale zawsze, bo np. księżnom się spieszy i „panie, ta komunia to by z godzinę trwała, gdybyśmy we dwóch jej udzielali”... oducza się przyklękania przed przyjęciem (już nie mówię o przyjmowaniu na klęcząco), bo by to mogło naruszyć św. Pośpiech, najważniejszą ostatnio (poza by „było miło i fajnie”) kategorię liturgiczną... Jednym słowem skutecznie i metodycznie od małego oducza się ludzi czci dla Najświętszego Sakramentu. A potem dziwi się, kiedy ludzie faktycznie tej czci nie mają... i nie uważają, że do czegokolwiek potrzebni im są także kapłani... i skąd taka nienawiść do chrześcijaństwa... ale skoro sami katolicy znieważają Sakrament, to jak można wymagać czci od tych „z zewnątrz”?
Jan Traczyk:
Wszystko przez to, że w ogóle nie uczy się ludzi (księży w seminariach też nie za bardzo), cóż to takiego jest liturgia. Potem wychodzą w szmatach do świętego ołtarza, opuszczają wszystkie ukłony, bo przecież „Panu Bogu nasza chwała niepotrzebna”. A jak zapyta się ktoś, po co tu przyszedł, nie usłyszy: „aby wraz z Cherubinami i Serafinami opiewać dniem i nocą niewypowiedzianą i nieopisaną chwałę wielkiego Boga, Pana światów i Władcy królów ziemi, który wszystko potężnie utrzymuje w istnieniu”, ani „aby w obliczu majestatu Bożego służyć Najwyższemu i śpiewać Jego boską teologię”, tylko w najlepszym razie „pomodlić się”. No jasne, po co komu udział w jakiejś tam liturgii niebiańskiej, w jakiś Boskich i Życiodajnych Tajemnicach Władcy Jezusa Chrystusa, to wszystko niepotrzebne...

I jeszcze link do tekstu na blogu ojca Macieja Zachary MIC, liturgisty (sprzed kilku lat, ale aktualnego i na temat): O tym, że Pan Jezus się przecież nie obrazi

poniedziałek, 22 grudnia 2014

798. rocznica zatwierdzenia Zakonu

Dzisiaj obchodzimy 798. rocznicę zatwierdzenia Zakonu Braci Kaznodziejów. 22 grudnia 1216 roku papież Honoriusz III bullą Religiosam Vitam zatwierdził i ustanowił nowy zakon: „Zarządzamy, aby zakon kanoników, który jak wiadomo, został założony przy tym samym kościele [świętego Romana]… był uznawany bez naruszenia przez wszystkie przyszłe czasy”. Pierwsze konstytucje Zakonu, Liber Consuetudinum, zaczynały się od słów: „Ponieważ zgodnie z nakazem Reguły mamy mieć jedno serce i jedną duszę w Panu, jest rzeczą słuszną, abyśmy żyjąc wedle jednej reguły… zachowali jednolitą kanoniczną obserwancję zakonną”. Kanoniczną, to znaczy opartą na pełnym, chórowym oficjum liturgicznym. Dlaczego? Ojciec William Bonniwell OP pisze w książce Historia liturgii dominikańskiej:
„Liturgia przywraca równowagę między życiem intelektualnym i afektywnym; nie jest przeszkodą, lecz wzmacnia studium i nadaje mu owocność. Podczas zgromadzeń wokół ołtarza dusza przyswaja owoc swojej pracy, a prawda, zstępując z umysłu do serca, zapala ją żarliwością. I właśnie po to, aby zabezpieczyć osobiste uświęcanie się swoich uczniów, święty Dominik pragnął, aby byli kanonikami regularnymi. Jego decyzja miała też inną, istotną przyczynę. Studium miało być tylko środkiem do celu, a celem tym było głoszenie. Święty w pełni zdawał sobie sprawę, że aby kaznodziejstwo braci było owocne, musi je podtrzymywać i ożywiać modlitwa. Nie wierzył, że wystarczy polegać tylko na prywatnej modlitwie pojedynczego kaznodziei, bo taka modlitwa może osłabnąć, a nawet zaniknąć; wolał złożyć ufność w uroczystej oficjalnej modlitwie wspólnoty, zbierającej się codziennie przed ołtarzem Boga. Jako człowiek intensywnej modlitwy, namiętnie kochający liturgię, święty Dominik wiedział, że jego zakon może kwitnąć tylko tak długo, jak długo będzie nocą i dniem wznosił ku Bogu niekończące się, uroczyste błaganie liturgii — tej oficjalnej modlitwy Chrystusowego Kościoła — aby sprowadzać Boże błogosławieństwo na nauczanie i głoszenie braci”.
Dzisiaj, w dniu 798. rocznicy zatwierdzenia Zakonu Dominikańskiego, życzmy braciom dominikanom autentycznego i wiernego wypełniania charyzmatu dominikańskiego. Oby zawsze pamiętali o podstawowym znaczeniu modlitwy liturgicznej dla ich duchowości i pracy apostolskiej oraz stale nawracali się do naśladowania Jezusa Chrystusa i jego gorliwego naśladowcy — św. Dominika Guzmana.
Bulla papieża Honoriusza

piątek, 7 listopada 2014

Dostałam moskalika :)))

Pan Piotr J. Ochwał napisał na moją cześć moskalika. Jest mi bardzo miło :) Oto on:

Rzeknij: pani Dominika
Nie zna się na starym mszale!
Wnet oberwie twoja grdyka
W nawie, przy konfesjonale.

Piotr Ochwał, oprócz tego iż jak pies gończy zapamiętale ściga w Internecie wszelkich bajzelarzy, kryptoheretyków i demoralizatorów niszczących liturgię i Kościół katolicki, szczególnie jeśli są posiadaczami celebretów, czyli osobami bardziej niż inne powołanymi do troski o Kościół i dawania dobrego przykładu, przejawia nieprzeciętny talent poetycki. Jestem naprawdę pod wrażeniem :)
A oto dwa inne przykłady spośród wielu, które zaprezentował w ciągu zaledwie kilkunastu minut w jednej fejsbukowej dyskusji; pierwszy to znowu moskalik, drugi — klasyczny limeryk:

Mówisz, że kardynał Burke
Złamał posłuszeństwa słowo?
Czekaj, dorwę ja dwururkę,
Spadnie łeb twój. Odpustowo.
Raz ojciec Bergoglio majonez
Przemycić chciał na Peloponez.
Lecz zjadł go po drodze,
Przestraszył się srodze,
Po prostu: zabrakło cojones...

Ponieważ mnie też bardzo bawi składanie limeryków (a także poematów trzynastozgłoskowcem), przy okazji po raz pierwszy publikuję dwa moje limeryki, napisane przed laty na cześć znajomych dominikanów:

Prosiła raz Olga Gałuszkę,
By pomógł jej pielić pietruszkę.
„Nie mogę — tak rzecze,
Wszak lata już nie te”.
Więc biedna wciąż płacze w poduszkę.
Z Dawidem pojeździć na rolkach
Pragnęła gorąco Mariolka.
Lecz chętnych zbyt wiele
Jest w każdą niedzielę,
Została jej tylko więc scholka.

Wszystkich was zachęcam do zabawy w pisanie limeryków i moskalików. Świetna rozrywka :))) Więcej informacji np.:
Moskalik (Wikipedia)
Limeryk (Wikipedia)
Polska Strona Limerykowa

niedziela, 2 listopada 2014

Prekursorzy aggiornamento

Na większą cześć i chwałę Pana Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego, a nam na pożytek nasz zbawienny czyta nam dzisiaj Kościół Święty, Matka nasza:
„W tym to czasie wystąpili spośród Izraela synowie wiarołomni, którzy podburzyli wielu ludzi, mówiąc: »Pójdźmy zawrzeć przymierze z narodami, które mieszkają wokoło nas. Wiele złego bowiem spotkało nas od tego czasu, kiedyśmy się od nich oddalili«. Słowa te w ich mniemaniu uchodziły za dobre. Niektórzy zaś spomiędzy ludu zapalili się do tej sprawy i udali się do króla, a on dał im władzę, żeby wprowadzili pogańskie obyczaje. W Jerozolimie więc wybudowali gimnazjum według pogańskich zwyczajów. Pozbyli się też znaku obrzezania i odpadli od świętego przymierza. Sprzęgli się też z poganami i im się zaprzedali, aby robić to, co złe”.
1 Księga Machabejska, drugie czytanie w Godzinie Czytań
Spójrzcie. Przecież „Pójdźmy zawrzeć przymierze z narodami, które mieszkają wokoło nas. Wiele złego bowiem spotkało nas od tego czasu, kiedyśmy się od nich oddalili” to jest dokładnie motywacja kościelnego aggiornamento. Upodobnienie się do zeświecczałych obyczajów świata zachodniego i likwidacja prawdziwego łacińskiego rytu liturgicznego, rozluźnienie obserwancji zakonnych, odgórne zniesienie wielu dobrze zakorzenionych zwyczajów pobożnościowych miały ocalić Kościół rzymski przed utratą wiernych, spadkiem liczby powołań kapłańskich i zakonnych oraz innymi katastrofami rodem ze świata okrutnych bożków statystyki. I co, ocaliły? Dzisiaj, po 50 latach, już widać, że Kościół, owszem, w miarę ocalał, ale tam, gdzie te postępowe reformy wprowadzono w minimalnym możliwym zakresie. Tam zaś, gdzie wszystko ochoczo wdrożono (jak to wyglądało w realu, opisywałam w tekście: „Koniec rewolucji kulturalnej, czyli demitologizacja”; jest to autentyczne świadectwo mojej śp. krewnej), jest postchrześcijańska, postkapłańska, postzakonna pustynia.
Powiedzmy szczerze — opis Judei w czasach Antiocha Epifanesa to wierny obraz dzisiejszego Kościoła katolickiego w świecie zachodnim. Zamieńmy tylko znak obrzezania na znak stroju duchownego, a resztę czytajmy w kluczu akceptacji dla powtórnych małżeństw, stosunków homoseksualnych, przyjęcia przez zakonników świeckich obyczajów itd., itp. Czyż zdanie „Słowa te w ich mniemaniu uchodziły za dobre” nie stanowi trafnej charakterystyki poczynań kardynała Kaspera i spółki, a na naszym rodzimym poletku „Neo-PAX-u”, którego troskliwie przykryte pięknymi hasłami o realizowaniu odnowy soborowej korzenie światopoglądowe możemy w rzeczywistości wyśledzić u protagonistów francuskiej lewicy laickiej (ideowych mistrzów środowiska „Gazety Wyborczej”) i/lub dawnych kontaktów z ulicy Rakowieckiej*?
„Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12). Natchnione Słowo Boże odsłania prawdziwe motywacje wszystkich heroldów różnych aggiornamento w historii. Gdy się poszczególnym casusom starannie przyjrzymy, łatwo odkryjemy, że słowa o dobrym celu reform, mających pozwolić na uniknięcie utraty wiary i dobrych obyczajów, są tylko przykrywką. W rzeczywistości ludzie, którzy takie reformy usiłują wprowadzać, JUŻ są zeświecczeni, JUŻ utracili pobożność i religijne obyczaje, JUŻ zafascynowali się cudzą, wrogą własnej religii i tożsamości kulturowej cywilizacją, i chcą całą swoją społeczność przerobić na swoje.
(Drugi papierek lakmusowy, zdradzający takich „reformatorów”, to częsty element przymusu, siły, podstępu, inżynierii społecznej, psychomanipulacji, korzystania z aparatu władzy zewnętrznej; jest on dobrze widoczny i w sposobie wprowadzenia posoborowej reformy mszału, i obecnie w poczynaniach kardynała Kaspera).
„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach”.
Mt 7,15-20
Czyż nie obserwujemy właśnie tych owoców w Kościele zachodnim? Ale z dzisiejszego Słowa Bożego płynie także dobra wiadomość. Przeciw destrukcyjnym działaniom „reformatorów” prędzej czy później zawsze występują jacyś Machabeusze. I to jest widoczne już także dzisiaj: powstaje Francja, liczba tradycjonalistów katolickich (nie tylko w aspekcie liturgicznym, lecz także szerzej pojętej pobożności, ortodoksji, obserwancji, wręcz kultury katolickiej) gwałtownie rośnie w całej Europie, świeccy coraz głośniej domagają się od duchownych i zakonników zachowywania obowiązujących ich przepisów i obserwancji, a ustawka kardynała Kaspera wywołała prawdziwy bunt na pokładzie — tym razem już nie tylko świeckich, lecz także hierarchów.
Bo religia, czy szerzej kultura, pozbawiona zasad i związanej z nimi tożsamości naprawdę nie jest dla nikogo atrakcyjna. Grupy, które rezygnują z przestrzegania zasad i własnej tożsamości, które się „modernizują” i upodabniają do narodów ościennych — po prostu z czasem zanikają. O tym, jak to się odbywa, napiszę kiedyś oddzielny tekst, na przykładzie historii starożytnego Izraela. Wiele lat temu przygotowywałam na ten temat rozprawę doktorską u ks. prof. Waldemara Chrostowskiego; i choć z przyczyn losowych nie zdołałam jej ukończyć, wiele się dzięki niej nauczyłam.

* Wyjaśnienie dla młodzieży i niewarszawiaków: przy ul. Rakowieckiej w czasach komunistycznych mieściła się siedziba resortów siłowych. Stąd krążył dowcip, że najdłuższa ulica w Warszawie to Rakowiecka: zaczyna się Moskwą (chodzi o zburzone później kino Moskwa), dalej jest jednostka wojskowa, MSW, sierociniec i areszt, a kończy się kościołem i cmentarzem.



piątek, 24 października 2014

Ważne stwierdzenia abp. Pozzo nt. dokumentów Soboru Watykańskiego II

Arcybiskup Guido Pozzo, sekretarz Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, udzielił poważnemu francuskiemu tygodnikowi „Famille Chrétienne” wywiadu, w którym zawarł ważne uwagi nt. różnej wagi poszczególnych dokumentów Soboru Watykańskiego II. Co jeszcze istotniejsze, informacje te podał serwis oficjalnej rozgłośni radiowej Watykanu. Generalnie w tym, co mówi abp Pozzo, nie ma nic odkrywczego; ważne znaczenie ma natomiast to, że wykładnia ta pada z ust wysokiego przedstawiciela Stolicy Apostolskiej. Budzi to nadzieję nie tylko na ostateczne uporządkowanie statusu kanonicznego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (lefebrystów), lecz także na zapewnienie jakichś „miejsc ucieczki” dla wiernych trwających przy prawdziwej doktrynie katolickiej po — obawiam się — nieuniknionej zmianie nauczania moralnego Kościoła przez przyszłoroczny synod biskupów.
(Niemcy nie po raz pierwszy wprowadzają herezję do Kościoła i sądzę, że tym razem, w warunkach narastającego chaosu w polityce informacyjnej i wizerunkowej Kościoła, jaki wybuchnął wraz z obecnym pontyfikatem, znowu odniosą sukces; dopiero potem, za kilkadziesiąt lat, Kościół będzie płakał nad rozlanym mlekiem. Nie wątpię też, że wraz z tym zwycięstwem rozpoczną się miękkie lub mniej miękkie prześladowania wiernych katolików; podobne zjawiska, i szerzej cały sposób postępowania frakcji reformatorskiej — czy mówiąc wprost, modernistycznej, miały już miejsce choćby przy wprowadzaniu Novus Ordo Missae w końcu lat 6o. XX wieku).
W oczekiwaniu na ten prawdopodobny w mojej ocenie rozwój wypadków tym ważniejsze staje się uporządkowanie sytuacji eklezjalnej, okrzepnięcie wewnętrzne oraz wzmocnienie jedności wszystkich środowisk, które bronią ortodoksyjnego nauczania Kościoła katolickiego, chronionego przez jego Tradycję — nawet jeśli są między nimi różnice poglądów co do innych zagadnień.
Wypowiedzi arcybiskupa Pozzo wspierają też pracę nad oczyszczeniem powszechnego odbioru dokumentów Soboru Watykańskiego z fałszywych interpretacji narzuconych przez, działających od 50 lat w równie hucpiarski sposób jak obecnie kard. Kasper i spółka, wyznawców tzw. Ducha Soboru. Odkłamanie nauczania ostatniego soboru to najpilniejsze dzisiaj zadanie dla wszystkich ortodoksyjnych katolików. Jest to konieczne, aby uchronić Kościół katolicki przed kolejnym nieszczęściem takim jak rewolucja protestancka, i to podobnych rozmiarów.
Moderniści są jak agresywne imperium w rodzaju rosyjskiego czy prusko-hitlerowskiego; będą jak walec parli do przodu aż do chwili, gdy zostaną zatrzymani. (Inna paralela to świetnie znana z teorii rewolucji zasada ruchomego horyzontu). Im szybciej się to uda zrobić, tym mniej będzie ofiar. A teraz chodzi już nie o księgi, śpiewy i zwyczaje liturgiczne, choćby najświętsze i najpiękniejsze, lecz o zagrożone życie tych najbardziej bezbronnych, dzieci — cierpiących z powodu rozbicia rodzin i utraty rodziców oraz oddawanych homoseksualistom na zabawki seksualne pod pozorem adopcji (żadna tajemnica, są już badania psychologów amerykańskich).
Abp Pozzo zaznaczył jednak, że przezwyciężenie trudności o charakterze doktrynalnym nie oznacza, że Bractwo musi się wycofać ze swych zastrzeżeń czy poglądów na temat niektórych aspektów, które nie dotyczą wiary, lecz zagadnień duszpasterskich lub niedefinitywnego nauczania Magisterium. W ramach tego, co nie podlega negocjacji wymienił Professio fidei — wyznanie wiary oraz uznanie zasady, że jedynie Magisterium Kościoła została powierzona władza autentycznej interpretacji Słowa Bożego. Jest to doktryna katolicka przypomniana przez Sobór Watykański II, ale nauczana już przez Piusa XII w encyklice Humani generis. W konsekwencji, choć istnieją różne stopnie władzy i posłuszeństwa wiernych jego nauczaniu, niczego nie można stawiać ponad Magisterium.

Abp Pozzo wyraził nadzieję, że na tak określonych warunkach doktrynalnych uda się ustalić punkty wspólne i dojść do porozumienia. Stolica Apostolska pozostawia bowiem pole do refleksji nad zastrzeżeniami do pewnych aspektów i sformułowań dokumentów soborowych, a także do niektórych posoborowych reform, które nie dotyczą kwestii dogmatycznych i nie podlegających dyskusji.

Watykański hierarcha potwierdził też, że dokumenty Vaticanum II w różnym stopniu angażują władzę Kościoła i w konsekwencji w różnym stopniu są wiążące dla wiernych. Na przykład konstytucje Lumen gentium o Kościele i Dei Verbum o Objawieniu Bożym mają charakter deklaracji doktrynalnej, choć nie zawierają definicji dogmatycznej. Natomiast deklaracje o wolności religijnej i religiach niechrześcijańskich, a także dekret o ekumenizmie mają inny i mniej wiążący charakter — zaznaczył sekretarz papieskiej komisji.

Cała informacja: Stolica Apostolska nie chce od lefebrystów kapitulacji
(tytuł, rodem z tabloidu, oryginalny)

piątek, 17 października 2014

Książę tego świata chce mnie porwać

Na większą cześć i chwałę Pana Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego, a nam na pożytek nasz zbawienny czyta nam dzisiaj Kościół Święty, Matka nasza:

Z dzisiejszej godziny czytań, Księga proroka Malachiasza, cytat nr 1:
„Syn powinien czcić ojca, a sługa swego pana. Lecz skoro Ja jestem Ojcem, gdzież jest cześć moja, a skoro Ja jestem Panem, gdzie szacunek dla Mnie? To mówi Pan Zastępów do was, o kapłani: Lekceważycie imię moje, a jednak pytacie: Czym to okazaliśmy lekceważenie Twemu imieniu? Oto przynosicie na mój ołtarz potrawy skażone, a pytacie: Czym go skaziliśmy? Tym, że przynosząc je, niejako powiadacie: Oto stół Pański jest w pogardzie! Gdy bowiem przynosicie ślepe zwierzę na ofiarę, czyż nie jest to rzeczą złą? Albo gdy przynosicie chrome i chore, czyż to nic złego? Ofiarujże to twemu namiestnikowi! — Czy będzie mu miłe i czy życzliwie cię przyjmie? — mówi Pan Zastępów... Wy zaś bezcześcicie je [moje imię], mówiąc: Stół Pański jest splugawiony, bo składane na nim ofiary są miernej wartości. Powiadacie też: Cóż to za umęczenie! — I tak pogardzacie nim, mówi Pan Zastępów, a przynosicie zwierzę skażone: chrome i chore — i składacie na ofiarę. Czy mam to przyjąć z upodobaniem z ręki waszej? — pyta Pan. Dlatego niech będzie przeklęty oszust, który mając w swej trzodzie samca, ślubuje złożyć go na ofiarę, a potem składa Panu zwierzę skażone; gdyż Ja jestem potężnym Królem, a imię moje będzie wzbudzać lęk między narodami”.

Dzisiaj zamiast chorych i ślepych zwierząt są plastikowe rury zamiast świec oraz nylonowe firanki zamiast ornatów i bielizny ołtarzowej. Ciekawe, czy wtedy też kapłani powoływali się na obłudne judaszowe argumenty, że tak jest taniej, a pieniądze zaoszczędzone na kulcie Bożym można przekazać na biednych. (BTW, czy ktoś z was słyszał o kościele, w którym różnice między kosztem prawdziwych świec i diesli są naprawdę przekazywane na biednych?)

Cytat nr 2, ze specjalną dedykacją dla ojców z synodu biskupów ds. (rozbijania) rodziny (niepotrzebne skreślić):
„Sprawiliście też, że łzami, płaczem i jękami okryto ołtarz Pana, tak że On więcej nie popatrzy na dar ani nie przyjmie z ręki waszej ofiary, której by pragnął. A wy się pytacie: Dlaczegóż to tak? Dlatego że Pan był świadkiem pomiędzy tobą a żoną twojej młodości, którą przeniewierczo opuściłeś! Ona była twoją towarzyszką i żoną twojego przymierza. [...] Strzeżcie się więc w duchu waszym: wobec żony młodości twojej nie postępuj zdradliwie! Jeśli kto nienawidząc oddalił żonę swoją - mówi Pan, Bóg Izraela — wtedy gwałt pokrywał swoją szatą. Mówi Pan Zastępów: Strzeżcie się więc w duchu waszym i nie postępujcie zdradliwie!”

Po Malachiaszu poprawia święty męczennik, biskup Ignacy Antiocheński, jeden z tzw. ojców apostolskich:
„Książę tego świata chce mnie porwać i przeszkodzić memu dążeniu do Boga. Niechaj go nikt z was nie wspomaga. Bądźcie raczej po mojej stronie, to jest po stronie Boga. Nie rozprawiajcie o Jezusie Chrystusie, gdy równocześnie pragniecie świata”.

Ci panowie zrobili mi dzień.
I jeszcze święta Ewangelia:
„Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!”

Wypisz, wymaluj, komentarz do ostatnich poczynań kardynała Kaspera i spółki (zarówno sprawy wywiadu ze słowami nt. afrykańskich hierarchów, jak i prób ukrycia, że większość ojców synodalnych miała inne zdanie niż oni). Doprawdy, nie mogę się oprzeć zachwytowi, jak Duch Święty dobiera czytania w imieniu Kościoła.

A na koniec w ramach ogłoszeń duszpasterskich kącik humoru, z ostatniej chwili (źródło: Katolickie memy):