Pozostajemy w wątku infantylizmu, otwartym poprzednimi tekstami.
Udzielenie przez Episkopat Polski dyspensy od wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych na dzisiejszy piątek wywołało konsekwencje, które do głębi mnie zadziwiły. Otóż wielu znanych mi osobiście katolików, którzy zarówno w moich, jak i w ich własnych oczach wydają się obdarzeni dojrzałą wiarą i pewnym zaawansowaniem w życiu religijnym, wśród nich działacze kościelni i ksiądz zakonny, epatowało na Facebooku entuzjastycznymi opowieściami o jedzeniu mięsa i krytykowało lub podśmiewało się z tych, którzy dzisiaj mięsa nie jedli, mimo że Kościół pozwolił. Drudzy za to chwalili się, że dziś mięsa nie jedzą; niektórzy, bo niezdrowe, inni — bo potępiają politykę Episkopatu ciągłego majstrowania przy kalendarzu liturgicznym i likwidowania ostatnich resztek postów i wyrzeczeń, i tak wielkości ułamka paznokcia w porównaniu z praktykami obowiązującymi w tak podziwianych (werbalnie) przez Zachód Kościołach wschodnich. Była to więc motywacja jakby wyższa; jednakże człowiek entuzjazmujący się niejedzeniem mięsa jest faktycznie tak samo uzależniony od prawa, jak entuzjazmujący się jego jedzeniem. Trudno mówić o dojrzałej wierze — w obu wypadkach. I jedni, i drudzy koncentrują się na brzuchu. Są niewolnikami swojego ciała, więc nie mogą rozwijać ducha. I nawet trzecie mieszkanie św. Teresy jest dla nich zamknięte.
Zdziwiło mnie, że niektórzy z dzisiejszych propagatorów jedzenia mięsa potępiali osoby, które postanowiły pozostać przy rybach i nabiale. Najwyraźniej nikt z nich, nawet jeśli posiada celebret czy magisterium z teologii, nie rozumie, że dyspensa jest przywilejem, a nie obowiązkiem. Nie ma więc żadnych powodów, aby sugerować, że osoby, które z niej nie skorzystały, są „tradsami”, nie są posłuszne biskupom czy też myślą w kategoriach Starego Testamentu (en passant, utożsamianie przepisów Kościoła katolickiego z prawem żydowskim, a osób je zachowujących z faryzeuszami, to jedna z najzabawniejszych dla mnie aberracji formacji religijnej, zwłaszcza gdy czynią to księża).
Zamykam dzisiejszy dzień z dużym rozczarowaniem. Oto myślenie ludzi, których uważałam za duchowych, kręci się wokół obżarcia mięchem i opicia piwskiem. Horyzont, jakby się wydawało, elity intelektualnej i duchowej Kościoła (w porównaniu z „przeciętnymi” wiernymi) kończy się tak naprawdę na poszukiwaniu okazji, aby przekraczać przepisy bez ich niedozwolonego łamania... i okazuje taki podobno dojrzały katolik euforię, że może robić coś, co normalnie jest niedozwolone. Czyli w gruncie rzeczy ciągle przebywa na poziomie mentalności dziecinnej (nie dziecięcej) — bo to przecież na tym etapie rozwoju człowiek szuka każdej sposobności, by przekraczać ustalone granice i zasady, i cieszy się tym, jakby mu się udało spłatać psikusa nauczycielce; na etapie dojrzałym zaś akceptuje istnienie zasad i widzi wartość granic, jeśli jest wolny od dysfunkcji psychologicznych. W obszarze zaś teologii moralnej wciąż koncentruje się na grzechu i zakazach, zamiast na kształtowaniu cnót. Święty Tomasz z Akwinu i S. Th. Pinckaers OP, piewca Tomaszowej moralności opartej na dążeniu do dobra i rozwijaniu cnót, przewracają się w grobach...
Ludzkie zwierzęta rzuciły się na mięso, wypuszczone na chwilę z klatki opresyjnych przepisów przez wyrozumiały Episkopat.
A miało być tak pięknie. Zaetykietowano, że moralność koncentrująca się na grzechu i zakazach jest paskudnym skutkiem ubocznym epoki trydenckiej, od której Sobór Watykański II szczęśliwie nas wyzwolił. Jednak 50 lat po soborze Kościół katolicki en masse nadal myśli w kategoriach „Czy będę miał grzech, jeśli zrobię to i to?” i „Dzisiaj wolno mi robić to, co normalnie zakazane, i nie mieć grzechu!” Nawet ten dojrzały i aktywny katolik. Nawet księża. Nawet zakonnicy. Czy ktoś poza wykładowcami uniwersyteckimi, specjalizującymi się w teologii moralnej św. Tomasza, wie, że istnieje inna katolicka moralność niż ta wieczna zabawa w policjantów i złodziei z kodeksami karnymi oraz szukanie pretekstów do dyspens?
O wartości ascezy chrześcijańskiej i znaczeniu postów i wyrzeczeń nie będę pisać. Nie czuję się kompetentna. W zamian polecę piękne rozważania (ostrzegam, przedsoborowe, więc brak w nich ducha ludyzmu i laksyzmu dzisiejszego katolicyzmu) o. Sylwestra van Veghela, kapucyna, Miłość krzyża. Rozmyślania na tle Męki Pańskiej. Kupiłam tę książkę kiedyś za 2 złote u karmelitów bosych w Czernej; wydana w dużym nakładzie w latach 80., może gdzieś jeszcze leżeć na półkach z tanią literaturą. W zamyśle autora była przeznaczona dla zakonników, ale dla świeckich też dobrze się nadaje. Jeśli ktoś chce podążać wąską drogą naśladowania Jezusa w walce z własną pychą, obżarstwem i innymi grzechami głównymi, w eliminowaniu wad i rozwijaniu cnót, wynagradzaniu za grzechy własne i cudze, to jest to pozycja właśnie dla niego. Może też szukać inspiracji w Dzienniczku siostry Faustyny. O tym, czy naprawdę właściwie postrzega się dzisiaj jej nauczanie o Miłosierdziu Bożym, będzie w jednym z następnych tekstów.
Ps. Na temat kompulsywnej obsesji jedzenia mięsa w dzisiejszym Kościele katolickim napisałam już kiedyś inny post, „Taka wiara opaskudzi człowieka”.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Tomasz z Akwinu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Tomasz z Akwinu. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 maja 2015
poniedziałek, 4 marca 2013
Walka trwa...
...aby zdążyć skończyć pracę doktorską przed najbliższą radą wydziału. Jest to konieczne, abym nie musiała zwracać grantu. Mam jeszcze dwa tygodnie i 60-70 stron do napisania. Z tej przyczyny nie piszę na blogu, choć zaległych spraw jest już kilka. Będę to po kolei odrabiać. Na razie zamieszczam łącze do nagrania spotkania z o. Michałem Paluchem OP, które zorganizowaliśmy w Krakowie 25 lutego. Dyskusja, prowadzona przez teologa i filozofa Marka Kitę z uniwersytetu UPJPII, toczyła się wokół jego najnowszej książki „Dlaczego Tomasz”. Mam nadzieję, że to nie koniec, mam pomysły na kilka następnych spotkań z autorami ciekawych książek. Zapraszam do obejrzenia i posłuchania:
A tutaj jeszcze zdjęcie:
A tutaj jeszcze zdjęcie:
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Prostaczek
Obchodzimy dzisiaj święto św. Tomasza z Akwinu. Choć normalnie przypada inna Ewangelia, jednak o godz. 12 u dominikanów krakowskich odczytano następujący fragment:
Oczywiście prostaczek to oświecony. Ten intelekt dlatego działa tak sprawnie, że jest bezustannie oświetlany kontemplacją Boga. Tomasz był przede wszystkim mistykiem, który ciągle się modlił. Również uprawianie myślenia o Bogu (nieważne, teologicznego czy filozoficznego, taki oświeceniowo-pozytywistyczny redukcjonizm metodologiczny byłby dla niego niedorzecznością) było dla niego modlitwą. Inaczej niż dla dzisiejszych teologów, niestety także tomistycznych, którzy mówią, że modlitwa to jedno, a studium teologii drugie. Intelekt nie oświecany modlitwą kończy z reguły jak najgorzej i nie jest chyba przypadkiem, że tyle zrzuconych habitów i sutann u wybitnych niegdyś teologów. Ale żeby to zrozumieć, trzeba być prostaczkiem.
Jeśli wydaje Ci się, że pisanina świętego Tomasza jest dla Ciebie za trudna, to znaczy, że jest ona właśnie dla Ciebie.
»Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.«Myślę sobie, że paradoksalnie to właśnie ta Mateuszowa perykopa (a nie ta, którą należało odczytać, czyli o soli ziemi i świetle świata) najlepiej pasuje do patrona dzisiejszego dnia. Tomaszowi robi się wielką krzywdę, przedstawiając go jako superwybitny umysł fruwający w przestworzach intelektu niedostępnych zwykłym śmiertelnikom, takim jak my. W rzeczywistości jego pisma są proste i łopatologiczne. Kojarzą mi się z żydowskimi dowcipami: „Po pierwsze, po drugie, po trzecie” czy też „Zawsze są dwa wyjścia. Jeśli to... to są dwa wyjścia. Jeśli tamto... to też są dwa wyjścia”. Drobiazgowe jak u żydowskiego sklepikarza krajanie szabasowego śledzia na kolejno konsumowane kawałeczki, wiązanie zdań w łańcuchy logiczne jak pęta sznurowadeł... W dzisiejszej epoce postmodernistycznego chaosu taki sposób prezentacji myśli może śmieszyć lub irytować, lecz w rzeczywistości jest najskuteczniejszym sposobem udostępniania treści obywatelom powoli i nie nazbyt lotnie myślącym. Tak myśli prostaczek, który pisze dla prostaczków.
Oczywiście prostaczek to oświecony. Ten intelekt dlatego działa tak sprawnie, że jest bezustannie oświetlany kontemplacją Boga. Tomasz był przede wszystkim mistykiem, który ciągle się modlił. Również uprawianie myślenia o Bogu (nieważne, teologicznego czy filozoficznego, taki oświeceniowo-pozytywistyczny redukcjonizm metodologiczny byłby dla niego niedorzecznością) było dla niego modlitwą. Inaczej niż dla dzisiejszych teologów, niestety także tomistycznych, którzy mówią, że modlitwa to jedno, a studium teologii drugie. Intelekt nie oświecany modlitwą kończy z reguły jak najgorzej i nie jest chyba przypadkiem, że tyle zrzuconych habitów i sutann u wybitnych niegdyś teologów. Ale żeby to zrozumieć, trzeba być prostaczkiem.
Jeśli wydaje Ci się, że pisanina świętego Tomasza jest dla Ciebie za trudna, to znaczy, że jest ona właśnie dla Ciebie.
wtorek, 1 stycznia 2013
Jest Papież? Jest impreza!
Jak widzimy na zdjęciu, papież Benedykt XVI dołączył do wesołego witania przez nas wszystkich Nowego Roku 2013. To zdjęcie wykonane przez służbę fotograficzną „l’Osservatore Romano” pojawiło się w Internecie o północy i wywołało entuzjazm: „Jest Papież? Jest impreza! Prosit Neujahr!”. Co ciekawe, pojawił się też głos potępiający („To oni...piją??????”). To purytańskie zgorszenie spotkało się z natychmiastową ripostą prawowiernego katolika: „To katolicki papież”.
Istotnie — nie zapominajmy, że chrześcijaństwo jest religią radości. Bóg stworzył ludzi dla szczęścia, a Chrystus odkupił, by przywrócić im wolność, godność i wieczne szczęście w niebie. To grzech powoduje cierpienie, smutek i rozpacz. Im mniej grzechu w naszym życiu, tym więcej pokoju, radości i nadziei. I ortodoksyjny katolicyzm dobrze o tym pamięta. Jak czytamy w Dziejach Apostolskich, świadkowie zesłania Ducha Świętego na uczniów Jezusa komentowali złośliwie: „Upili się młodym winem!”. A święty Tomasz z Akwinu bystro zauważył, że cnota nie polega na bolesnym i trudnym przezwyciężaniu siebie, lecz na tym, że dobre postępowanie idzie nam łatwo oraz sprawia radość i przyjemność!
Super jest być katolikiem! :)
A zatem na cały rok 2013 życzmy sobie szampańskiej radości i mnóstwa przyjemności z dobrego postępowania! :D
PS. Autor Kroniki Novus Ordo, od którego zapożyczyłam zdjęcie i hasło, prosi: „Pomódlmy się o kolejne 365 dni przeżyte z Benedyktem XVI”. Przyłączam się: módlmy się za naszego papieża, byśmy mogli cieszyć się jego zarazem ortodoksyjnym i radosnym przeżywaniem wiary jak najdłużej!
sobota, 28 stycznia 2012
Świętuję Tomasza z Akwinu
Ps. Przed ostatnią reformą liturgiczną wspomnienie Tomasza przypadało 7 marca, w dzień jego śmierci. Wtedy też będziemy świętować, razem z Kolegium Filozoficzno-Teologicznym ojców dominikanów, które daty swojego święta nie przeniosło! :)
Święty Tomasz nie był psychologiem, lecz filozofem i teologiem. Żył w XIII wieku, na kilkaset lat przed powstaniem psychologii jako samodzielnej nauki. Jednak stworzona przez niego antropologia i etyka tworzy bazę filozoficzną i światopoglądową, dającą mocne podstawy leczeniu dysfunkcji dorosłych dzieci alkoholików — zarówno dla nich samych, jak i osób udzielających im różnego rodzaju pomocy psychologicznej.
Dotyczy to oczywiście w pierwszym rzędzie osób wyznania katolickiego, dla których istotne znaczenie może mieć fakt, że św. Tomasz został uznany za największego teologa katolickiego i ogłoszony Doktorem Kościoła, jednak z pewnością odnajdą w nim dla siebie wartościowe propozycje także ci, którzy nie identyfikują się z Kościołem katolickim lub nie wierzą w Boga. Myśl św. Tomasza wykorzystuje bowiem dziedzictwo myśli ogólnoludzkiej: wielkich myślicieli antyku, szczególnie Platona i Arystotelesa, filozofów arabskich oraz wybitnych pisarzy wczesnochrześcijańskich. Jego antropologia i etyka opierają się na podstawach prawa naturalnego, wspólnych wszystkim ludziom niezależnie od światopoglądu i wyznania.
„Maritain powiedział kiedyś, że św. Tomasz jest świętym proroczym, tym, który rzuca światło na przyszłe epoki. Myśl św. Tomasza nie owocowała jednak do tej pory we właściwy sposób. [...] Antropologia św. Tomasza nie została wykorzystana. Św. Tomasz nie jest też owocem feudalizmu średniowiecznego. Jest postacią, która wykracza poza swoją współczesność; otwiera perspektywy przyszłościowe” (Swieżawski 2002, s. 115). Mimo upływu czasu ta opinia wybitnych filozofów Jacques’a Maritaina i Stefana Swieżawskiego jest nadal aktualna.
System Tomasza ma mocne podstawy filozoficzne, co zapewnia mu znaczną uniwersalność i stosunkowo dużą niezależność od kwestii wyznaniowych. Jego zakorzenienie w antycznej filozofii eudajmonistycznej, realistycznej, optymistycznie patrzącej na człowieka, postrzegającej jego życie jako ciągły rozwój, opartej na zasadzie umiaru i złotego środka oraz kładącej nacisk na roztropność sprawia, że mimo upływu 750 lat od jego sformułowania stanowi on nadal atrakcyjną propozycję antropologiczno-etyczną.
Klasyczna ontologia stojąca u podstaw antropologii tomistycznej pozwala umocnić godność i tożsamość osoby ludzkiej dzięki podkreślaniu takich cech bytu, jak jego jedność i odrębność, prawda, dobro i piękno. Przekonanie o celowości bytu i istnieniu transcendentnego dobra najwyższego, ku któremu wszystko zmierza, harmonijna koncepcja wszechświata i czuwającej nad nim Opatrzności sprzyja powstawaniu poczucia sprawiedliwości i przewidywalności, a co za tym idzie, poczucia bezpieczeństwa.
Antropologia Tomasza uznaje uczucia, w tym także gniew, za niezbędny element życia psychofizycznego i duchowego człowieka, i przyznaje im ważną funkcję w zabezpieczaniu jego potrzeb i osiąganiu celów. Dowartościowuje ona przyjemność i radość, a także afirmuje cielesność i seksualność człowieka. Te aspekty nauczania św. Tomasza są szczególnie warte przypomnienia, gdyż stanowią skuteczną odpowiedź na stoicko-kantowskie postrzeganie sfery uczuciowej człowieka, które ukształtowało współczesną mentalność i jest nadal obecne w polskiej religijności (o czym była mowa w rozdziale I); nietrudno zauważyć, że jest ono współbieżne z dysfunkcyjnym sposobem traktowania uczuć przez dorosłe dzieci alkoholików.
Z tego samego powodu warto przypomnieć etykę tomistyczną, która przeciwstawia się szkodliwym dla psychiki ludzkiej systemom etycznym opartym na powinności oraz wolności obojętnej wobec wartości. Nadaje ona ogromną wagę wolności człowieka oraz podkreśla znaczenie jego woli i intelektu przy podejmowaniu decyzji, dzięki czemu uczy go wewnątrzsterowności i uwalnia od rozmazanego, nieadekwatnego poczucia winy. Jednocześnie etyka ta nastawiona jest na samodzielną i świadomą pracę nad porządkowaniem uczuć, pragnień i dążeń, dzięki czemu zabezpiecza przed nadmiernie woluntarystycznym i perfekcjonistycznym podejściem do moralności, a także sprzyja odzyskiwaniu równowagi emocjonalnej. Pracę nad sobą ułatwia zaś przekonanie o naturalnym dążeniu człowieka do dobra oraz koncepcja cnoty jako wewnętrznej sprawności człowieka do czynienia dobra.
Wszystkie te walory sprawiają, że nauczanie tomistyczne może wspomagać dorosłe dzieci alkoholików w uzdrawianiu dysfunkcji dotykających ich sposoby odczuwania, myślenia i reagowania oraz stanowić dobrą podstawę filozoficzną i światopoglądową do pracy psychologicznej z tymi osobami.
Ps2. Z ostatniej chwili! Doznałam dzisiaj osobistej opieki Mistrza w sprawie dość niecodziennej — miała do mnie przyjechać na obiad po drodze z Zakopanego do Warszawy przyjaciółka z 4 innymi osobami. Zupełnie nie mam pieniędzy i obiecałam, że zrobię im naleśniki. I te naleśniki przywierały i całkiem się rozwalały. Nie miałam więcej mleka, więc z desperacji zaczęłam się modlić, żeby przestały przywierać. Nie pomogło. I wtedy pomodliłam się o to z całą ufnością do świętego Tomasza. Przecież dziś jego święto. I od razu przestały przywierać!
sobota, 19 listopada 2011
Spełnią się wszystkie ich pragnienia
„Życie wieczne polega nadto na doskonałym zaspokojeniu pragnień. Każdy zbawiony otrzyma tam więcej, niż spodziewał się i pragnął. Żadne ze stworzeń nie może zaspokoić pragnienia człowieka. Jedynie Bóg może je nasycić i nieskończenie przewyższyć. [...] Ponieważ zaś święci w swojej ojczyźnie w sposób doskonały będą posiadać Boga, wynika stąd jasno, że spełnią się wszystkie ich pragnienia, a chwała przewyższy nawet to, czego się spodziewają. Dlatego Pan mówi: «Wejdź do radości twego Pana». [...]
Wszystko bowiem, co przynosi radość, tam się znajduje w obfitości. Jeśli pożąda się szczęścia, tam znajduje się najwyższe i doskonałe szczęście, ponieważ wywodzi się ono od Boga, który jest najwyższym dobrem: «Rozkosz na wieki po Twojej prawicy».
Życie wieczne polega również na radosnej wspólnocie świętych. Będzie to wspólnota dająca niezrównane szczęście, bo każdy będzie posiadał wszystkie te dobra, które są udziałem wszystkich innych świętych. Każdy zaś będzie radował się szczęściem drugiego jak swoim własnym, bo każdy będzie miłował drugiego jak siebie samego. W ten sposób radość każdego stanie się tak wielka, jak wielka będzie radość wszystkich”.
Tyle święty Tomasz. Nie mogę się już doczekać :)
Wszystko bowiem, co przynosi radość, tam się znajduje w obfitości. Jeśli pożąda się szczęścia, tam znajduje się najwyższe i doskonałe szczęście, ponieważ wywodzi się ono od Boga, który jest najwyższym dobrem: «Rozkosz na wieki po Twojej prawicy».
Życie wieczne polega również na radosnej wspólnocie świętych. Będzie to wspólnota dająca niezrównane szczęście, bo każdy będzie posiadał wszystkie te dobra, które są udziałem wszystkich innych świętych. Każdy zaś będzie radował się szczęściem drugiego jak swoim własnym, bo każdy będzie miłował drugiego jak siebie samego. W ten sposób radość każdego stanie się tak wielka, jak wielka będzie radość wszystkich”.
Tyle święty Tomasz. Nie mogę się już doczekać :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



